Pozytywne Inspiracje
Forum => Karma i reinkarnacja => Wątek zaczęty przez: Karina w 2015-06-16, 08:51:16
-
Śmiem twierdzić, że uczucie bezradności jest najmniej lubianym i akceptowanym uczuciem jakie sie ludziom przydarza. Skutecznie blokuje nasze działania, sieje spustoszenie i depresje w zyciu doświadczających jej ludzi. Nieuświadomiona bezradność jest jeszcze gorsza, dlaczego ?, ponieważ to co w sobie wypieramy odbiera cały świat wokół nas. Jeżeli więc prosimy kogoś o pomoc, a mamy wyparte uczucie bezradności w sobie, to druga osoba zostanie nim zalana i przygnieżdżona tym uczuciem do miejsca nie będzie umiała nam udzielić pomocy.
Zastanawiałam się skąd się bierze tak olbrzymia czasem bezsilność w życiu niektórych ludzi, ja w sumie też miałam w sobie duże pokłady bezradności. Uważam, ze jak ktoś jest zbytnio przywiązany do skuteczności w swoim działaniu za wszelką cenę, to pozostawia innych ludzi często w bezradności (np. miał wiele wcieleń wojownika) i w efekcie powraca to ogromne uczucie bezradności w jakie wrzucaliśmy kiedyś innych jako nasza karma. Musimy przeżywać to co dawalismy do przeżywania innym.
Jedynym wyjściem z tej karmy jest przeżywanie tego uczucia, a nie uciekanie od niego, przeżywanie do czasu aż się nasza karma wypali. Właściwie tak jest ze wszystkimi uczuciami, których doświadczamy, aby byc zdrowymi powinnismy je sobie uświadamiać i w pełni przeżywać, bez oceny, że jedne są lepsze albo gorsze.
-
Albo na przykład jak ktos jest przywiązany do tego, zeby ciągle grać ze światem w grę pt: wygrany-przegrany, czyli uważa, że jeżeli ktos wygrywa to inny musi przegrać, nie dopuszcza do siebie opcji, że może być gra pt: wygrany-wygrany, czyli jak ja wygrywam to inni tez wygrywają. Przegrana równa się bezradność.
Tak sobie luźno rozważam i kontempluję różne warianty.;)
-
Chyba każda negatywna emocja wyparta, tłumiona czy przenoszona na innych zyskuje władzę nad nami. Juz samo zaakceptowanie danej emocji i pozwolenie sobie na przeżycie takiej emocji odbiera jej sporo siły.
Ja osobiście nie jestem zwolenniczką ciągłego przeżywania negatywnych emocji az do samoistnego wypalenia. Chodzi o to, żeby to uzrdrowić, a nie tylko przeżywać.
Poza tym jest jeszcze efekt przyzwyczajenia. Czasem jest tak, że intencje juz zmieniliśmy, zaakceptowaliśmy tą emocję w nas i tak naprawde juz jej nie potrzebujemy, ale podświadomośc jest do niej przyzwyczajona. Wtedy warto otworzyć się na inspiracje do uwolnienie sie od tej emocji i zaakceptowania przyjemniejszych sposobów funkcjonowania.
-
Ja niedawno uzdrawiałam bezradność i pod nią pojawiła się frustracja. Bardzo silne przywiązanie do frustracji. I mam wrażenie, że bezradnośc puści całkowicie dopiero jak uwolnię sie od frustracji. Oczywięcie najpierw pozwole ja sobie przezyć.
Może to jest tak, ze bezradnośc przykrywa rózne rzeczy. I trzeba do nich dotrzeć i je uzdrowić dopiero puści bezradność.
-
Lilliole
słuszna uwaga :) Ja mam taki swój sposób, ze jak jakies uczucie sobie uświadomię i że jest go we mnie dużo to staram sie na full w nim siedzieć i się pławić i zaakceptować, a jak mi się znudzi to znak, ze mogę iść dalej, na mnie to działa.
Jeszcze przyszło mi do głowy, że nieakceptowanie tego , że potrzebujemy pomocy również wyzwala bezradność i frustrację bez końca. Albo np. granie w grę pt: jak ja nie wygram to nie pozwolę, aby ktoś wygrał. Albo na koniec mieszanka piorunująca: to są ludzie, którzy z jednej strony bardzo domagają się pomocy, a z drugiej strony są bardzo przywiązani do swojej racji czyli np. jeśli wierzę, ze nikt mi nie umie pomóc, to choćby po trupach, ale dowiodę, ze mam rację. ;) I się dziwią, że wszyscy od nich szybko uciekają i zostają sami ze swoimi zabawkami.
-
U mnie pod bezradnością ukrywa się żal.
Zobaczymy co wyjdzie dalej.
-
Albo na koniec mieszanka piorunująca: to są ludzie, którzy z jednej strony bardzo domagają się pomocy, a z drugiej strony są bardzo przywiązani do swojej racji czyli np. jeśli wierzę, ze nikt mi nie umie pomóc, to choćby po trupach, ale dowiodę, ze mam rację. ;) I się dziwią, że wszyscy od nich szybko uciekają i zostają sami ze swoimi zabawkami.
O tym właśnie myslałam. Jak ktos wierzy, że nikt mu nie pomoże to nikt mu nie pomoże. Albo jak ktos wierzy, że jest wyjątkowo beznadziejnym przypadkiem to nim jest. Bo tak naprawde to nie inni nam pomagają tylko to my pomagamy sobie sami czasem "używając" do tego innych ludzi.
Słowa "używając innych" sa dość mocne, ale nie przychodzi mi w tej chwili do głowy żadne inne sformuowanie. Może "pozwalając innym by nam pomogli"?
-
Ja mam taki swój sposób, ze jak jakies uczucie sobie uświadomię i że jest go we mnie dużo to staram sie na full w nim siedzieć i się pławić i zaakceptować, a jak mi się znudzi to znak, ze mogę iść dalej, na mnie to działa.
Sposób godny wypróbowania. Urzekło mnie zwłaszcza słowo pławić. Zaraz popławie się w swojej frustracji :))
I zobaczę co z tego wyniknie.
-
Jak ktos wierzy, że nikt mu nie pomoże to nikt mu nie pomoże. Albo jak ktos wierzy, że jest wyjątkowo beznadziejnym przypadkiem to nim jest. Bo tak naprawde to nie inni nam pomagają tylko to my pomagamy sobie sami czasem "używając" do tego innych ludzi.
Tak, to są tzw. "upiorne sierotki", trzymają się mocno statusu, że są takie biedne, nie daja w życiu rady, potrzebują pomocnego, bliskiego ramienia, a jak już dorwą kogoś to nieźle mu dają popalić. ;)
Urzekło mnie zwłaszcza słowo pławić. Zaraz popławie się w swojej frustracji :))
O tak, pławienie się jest lekiem na całe zło. Umiejetność pławienia się we wszystkim co do nas przychodzi. ;)
-
Jak dotad bezradnosc u mnie odkrywa poczucie absolutnej pustki dookola, jakbym nie zyl. Calkowity stan apatii, zawieszenia. Mam czesto poczucie, ze zycie toczy sie obok, za lustrem a ja stoje i sie temu przygladam. W efekcie powoduje to poczucie wyobcowania, obcosci, jakbym tylko fizycznie tutaj byl a mentalnie poza swiatem fizycznym. Stad podejrzewam brak zaangazowania w to, co sie dzieje.
-
O tak, pławienie się jest lekiem na całe zło. Umiejetność pławienia się we wszystkim co do nas przychodzi. ;)
Genialne! Jak to przeczytałam to poczułam wielka ochotę popławienia sie w bogactwie. Tak :) A jeszcze bardziej przyszła mi ochota do pławienie się w życiu. Cokolwiek by to znaczyło.
Jak ktoś mnie zapyta co robię, to zawsze mogę odpowiedzieć "Pławie się "
Kto by pomyślał. Do czego to może prowadzić pławienie się we frustracji :))
-
pkrl5758 a próbowałeś może regresingu?
-
Jasne, kilkakrotnie.
-
Mam czesto poczucie, ze zycie toczy sie obok, za lustrem a ja stoje i sie temu przygladam. W efekcie powoduje to poczucie wyobcowania, obcosci, jakbym tylko fizycznie tutaj byl a mentalnie poza swiatem fizycznym. Stad podejrzewam brak zaangazowania w to, co sie dzieje.
Bo nie masz totalnie kontaktu ze sobą. Jesteś obcy sam dla siebie. I nawet nie chcesz na siebie spojrzeć mówiąc- to nie dla mnie, praca ze soba to nie dla mnie. Ja chcę osiągać swoje cele.
Jak znajdziesz siebie to znajdziesz i swoje życie.
-
Co to znaczy, ze nie mam kontaktu ze soba, ze jestem obcy dla siebie?
-
Lilliole
Genialne! Jak to przeczytałam to poczułam wielka ochotę popławienia sie w bogactwie. Tak :) A jeszcze bardziej przyszła mi ochota do pławienie się w życiu. Cokolwiek by to znaczyło.
Jak ktoś mnie zapyta co robię, to zawsze mogę odpowiedzieć "Pławie się "
Kto by pomyślał. Do czego to może prowadzić pławienie się we frustracji :))
Jak nauczysz się pławić w braku, idziesz zobaczyć jak to jest popławić się dla odmiany w nadmiarze. Z czasem zaczyna sie łapać na czym ta zabawa polega :)
Po prostu doświadczanie na full jednego bieguna z czasem przerzuca cię w drugi. Bezradność w zaradność, bogactwo w biedę i tak w kółko nie da się tego przeskoczyć, człowiek już tak jest skonstruowany, że szybko się nudzi.;) A jak nie będziesz chciała czegoś przeżywać to utkniesz w miejscu i pojawi się cierpienie. Dlatego najgorzej jest próbować zatrzymać jakiś stan rzeczy na stałe. Nie da się. Jedyne co masz jak w banku to to, że wszystko się zmienia i nic nie trwa wiecznie, na tym polega koło życia i smierci.
Dopiero być może wyjście poza dualność coś zmienia, ale na razie nie wiele umiem o tym powiedzieć.
-
Co to znaczy, ze nie mam kontaktu ze soba, ze jestem obcy dla siebie?
Kurcze i chyba w tym jest problem. Chcesz rozpracowywać intelektualnie coś co się czuje. To, ze ja Ci coś wyjasnię to nic nie zmieni. Jak popracujesz nad sobą i kontaktem ze sobą to poczujesz.
To, że nie masz kontaktu ze sobą wynika bezpośrednio z Twojego posta. Człowiek, który ma kontakt ze sobą samym nie czuje się wyobcowany. Im mniej kontaktu ze sobą tym więcej wyobcowania.
Ale żeby złapać kontakt ze sobą musiałbyś sam tego chcieć, sam się na to zdecydować. To ma być Twoja decyzja i Twoja odpowiedzialność. A nie psychologa czy kogoś poza Tobą. Bo tak naprawdę to od Ciebie (i tylko Ciebie) zależy czy nadal będziesz tkwił w miejscu czy zechcesz cos zmienić.
Bez Twojej decyzji i zaangażowania nikt nie jest w stanie Ci pomóc czy wyprostować Twojego życia. Niezależnie od tego jak dobry by był czy jak bardzo by sie starał Ci pomóc czy wszystko wytłumaczyć.
-
I wlasnie ja tego nie rozumiem. Nie rozumiem, co to znaczy poczuc siebie. Maslo maslane. Czy to znaczy poczuc emocje? Czuje je. Tak samo jak zimno, cieplo, to co jest we mnie. Moze nawet za bardzo to czuje, skoro powoduje to takie skrajne emocje, ktore mnie wyniszczaja.
Co to znaczy praca nad soba? Kolejny frazes dla mnie. Ale zero podpowiedzi co to ma byc za praca, na czym ona ma polegac.
-
pkrl
Nie rozumiesz bo masz blokady w ciele, cała masę blokad, blokada blokadą pogania. Jestes cały czas zanurzony w strumieniu życia i w miłości, którą jest całe istnienie, ale nie czujesz tego, bo masz na sobię tę zbroję z blokad i napięć, która niczego nie dopuszcza. Musisz dużo głęboko oddychać, rozmrażać swoje ciało kawałek po kawałku i uczyć się, że odczuwanie uczuć jest bezpieczne, będzie to trochę trwało, tak samo jak najpierw uczyłeś się nic nie czuć. Pomocne przy tym są masaże i nauka relaksowania ciała. Przestać życ w głowie, a zacząć życ w ciele.
-
Karina,
ja czuje za duzo, nie za malo, tu jest problem. Nie umiem filtrowac emocji i przeciwstawiac sie im. Intelektualizacja jest moja proba radzenia sobie z nimi, nie na odwrot.
-
No to jeszcze ci tylko te leki zostały.
-
Oby nie...
-
Odczuwanie uczuć czy emocji samo w sobie jest dość przyjemne, jeżeli ich nie oceniamy i akceptujemy, chyba że tak cos długo tłumiliśmy, że rozpoczął sie w ciele proces chorobowy wtedy może zaboleć. To co przeszkadza nam przeżyć te emocje do końca to jest głowa, która stale ocenia, gada i krytykuje to co czujemy i w efekcie dodaje nam emocji dodatkowo. Lekarstwa pomogą ci "odciąć głowę" jeśli nie umiesz jej sam uciszyć.
-
Wiem, wlasnie to czuje, ze za bardzo glowa mi pracuje bo nie wiem, jak odnosisc sie do tylu skrajnych emocji plynacych z mojego ciala czy czegos z wnetrza mnie. One mnie doslownie rozkladaja i nie pozwalaja prawidlowo fukcjonowac. Cos jak nagle zanurzenie sie w swiadomosci ktorej nie potrafimy wytrzymac, za duzo bodzcow, energii.
-
Podejmij wreszcie jakąś decyzję to poczujesz ulgę i nie zastanawiaj się czy będzie ona błędem czy nie, nie ma nic złego w popełnianiu błędów na błędach się uczymy. Nie ma tez nic złego w braniu leków, żeby ruszyć z miejsca, mnóstwo ludzi robiących kariery bierze leki, chociaz się do tego nie przyznaje, wiem, bo mam znajomą psychiatrę.
-
Tak sobie myslę, że emocje też są blokadą. Tłumienie emocji jest blokadą, ale i zafiksowanie na jakiejś emocji też może. Zapętlenie się w przeżywaniu pewnego rodzaju emocji, które zamiast je wyciszać - potęguje je. Wtedy warto wyciszać tę emocję.
-
Podejmij wreszcie jakąś decyzję to poczujesz ulgę i nie zastanawiaj się czy będzie ona błędem czy nie, nie ma nic złego w popełnianiu błędów na błędach się uczymy. Nie ma tez nic złego w braniu leków, żeby ruszyć z miejsca, mnóstwo ludzi robiących kariery bierze leki, chociaz się do tego nie przyznaje, wiem, bo mam znajomą psychiatrę.
Znajomi lekarze są też alkoholikami. Ćpun czy alkoholik to dla mnie jeden wój.
Co prawda mamy rzesze takich lekarzy i są wspaniałymi rzemieślnikami w swoim fachu, ale jak to kiedyś jakiś mega gitarzysta czy wokalista powiedział: "na haju powstają niesamowite kawałki..ale po trzeźwemu jeszcze lepsze."
Ja bym jednak unikał jak się da leków. Bo skoro są takie fantastyczne i pomagają, to dlaczego nadal je biorą ? Czyżby jednak nie leczyły ?
:)
-
pkrl5758
A najlepiej to nie siedź przed kompem. Jest ładna pogoda. Lepiej pooddychać w plenerze.
-
Chetnie :). Mam prace zwiazana z siedzieniem przed kompem :).
-
U mnie pod bezradnością ukrywa się żal.
Zobaczymy co wyjdzie dalej.
No właśnie. Już chyba pisałeś kiedyś o tym żalu. Jeżeli on tak się wysuwa na plan pierwszy to bardzo możliwe, że przykrywa coś ważnego. Jak do tego dotrzesz to może być duży krok naprzód.
-
pkrl
Bubu ma rację, w największym skrócie zamiast leków: Naucz się robić sobie dobrze, tak tylko żeby nie krzywdzić przy tym innych.:)
-
Ja czuje, ze to co robie nie ma juz sensu. Czuje sie w tym wypalony a z drugiej strony kocham to. Czuje sie przytloczony wymaganiami wysuwanymi przez ludzi, dla ktorych pracuje oraz przez rynek, ktory rzadzi sie takimi a nie innymi regulami. Czuje brak spelnienia w tym, co robie a co za tym idzie, czuje gdzies w dali perspektywe przymusu zajecia sie czyms innym, aby miec srodki na utrzymanie. Czuje brak poczucia bezpieczenstwa w tym, co robie. Wiem, ze moglbym pojsc na kompromis ale wtedy czuje, ze nie bylbym ze soba szczery a to dla mnie bardzo wazne. Nie potrafie oklamywac siebie i robic cos wbrew sobie. Czuje, ze tym samym dalem sie zlapac w slepe kolo, bez wyjscia. Tak jkaby rzeczywistosc chciala mi pokazac, ze to co robie nie pozwala mi pojsc dalej, ze dotarlem do punktu, w ktorym juz nic nie da sie zrobic. Pojawia sie brak perspektyw na zmiane a jakakolwiek alternatywa powoduje uczucie leku przed zmiana, bo ona wiaze sie z rezygnacja tego, kim jestem teraz, z moim wizerunkiem jaki nosze w sobie. Z drugiej strony czuje potrzebe ogromnej zmiany, moze nawet przemiany. Te dwa przeciwstawne uczucia we mnie powoduja ogromne napiecia wewnetrzne nie do wytrzymania.
-
pkrl5758 mi się wydaje, że powinieneś sobie odpocząć.
Przestać na moment rozwijać się duchowo, zabrać się za coś zupełnie innego.
Wyjechać gdzieś na trochę.
Nabrać świeżości.
-
Michal, chcialbym, ale po pierwsze mam mnostwo pracy w tym roku, a dwa ze nie za bardzo do kogo/gdzie mam wyjechac. Tesknie za wakacjami ale po prostu nie mam gdzie a samemu, do nieznajomych ludzi nie lubie, to nie moj sposob przezywania odpoczynku.
-
Ja w takich momentach jadę w góry.
Zwykle właśnie robię to sam.
Dzikie temu mam swoje tempo, na nikogo nie czekam nikt mnie nie pogania idę gdzie chcę.
Kiedy wejdę na jakiś szczyt , zmęczę się, następnego dnia wszystko boli.
Wiem, że w ten sposób podładuje swoje aku.
A najlepsze jest w tym to, że nie potrzeba na to ani wiele czasu ani pieniędzy.
Czasem jeden dzień wystarczy.
Tak zrobić sobie wycieczkę...
-
Jeden dzien to dla mnie malo. Ja marze o miesiacu, dwoch ale to poki co nieralne. Nawet tydzien to juz mam wrazenie, ze nie da rady.
-
Jeden dzien to dla mnie malo. Ja marze o miesiacu, dwoch ale to poki co nieralne. Nawet tydzien to juz mam wrazenie, ze nie da rady.
Też mi się tak marzy.
A wysypiasz się?
Mnie takie pragnienia dopadają, jak mam niedobory snu.
-
Tak, sypiam nad wyraz dobrze ale czuje sie przemeczony i zetsresowany. Dzialam w wolnym zawodzie, w ktorym jest ogromna konkurencja a wybicie sie to jest nadludzki wysilek, w dodatku coraz bardziej wydaje mi sie, ze ja nigdzie nie chce sie wybic bo mi przestalo zalezec na ,,byciu kims" i jak na zlosc powraca temat ,,z czego zyc". Bez sensu taka hustawka ciagla...
-
Bez zwolnienia tempa z pracą i wakacji, to nic się nie zmieni.
Bo nie masz nawet czasu i sposobności na uspokojenie głowy.
Pomyśl, czy nie da ci się tak przeorganizować pracy by wygospodarować ze 3 tygodnie i wyjechać w jakąś "głuszę".
Nie musisz być kimś. :) Bycie kimś jest przereklamowane. Bo skupia się na dążeniu do bycia kimś, a nie na tym by robić to co w duszy gra.
-
Byc moze by sie dalo. Problemem jest to, ze nie mam do kogo albo z kim a jechac w zupelnie obcych ludzi to ja sie do tego nie nadaje. Zawsze odczuwalem dyskomfort, jesli musialem jechac w obce mi miejsca i ludzi samemu i wiem, ze to mi nie sluzy. Tu jest lipa niestety u mnie.
Bycie kims jest przereklamowane ale mi chodzilo o pozycje zawodowa, pracuje w takim zawodzie ze bycie kims w sensie zawodowym jest byc albo nie byc w tej branzy.
Zwolnic? To sie rowna smierci zawodowej u mnie. Tempo dopiero sie zaczyna....
-
pkrl ile tym masz lat ? (pytanie retoryczne :D)
Duży chłopak z ciebie, prawda?
Tobie jest potrzebny wyjazd samotny, nie z towarzystwem, które będzie ci czas zapełniać.
Albo jakieś wczasy z medytacją, jogą lub czymś w tym stylu. Gdzieś gdzie uspokoisz głowe i myśli poukładasz.
-
35. Nie idzie mi o duze towarzystwo tylko o jedna, gora dwie osoby z ktorymi od czasu do czasu moznaby polazic gdzies albo pogadac przy ognisku.
-
35. Nie idzie mi o duze towarzystwo tylko o jedna, gora dwie osoby z ktorymi od czasu do czasu moznaby polazic gdzies albo pogadac przy ognisku.
No rozumiem.
Czy czasem ciebie w dzieciństwie ktoś nie opuścił? Albo będąc małym dzieckiem mama na jakiś czas nie zniknęła? Chodzi mi o sytuację np. trafiłeś do szpitala i nie było przy tobie rodziców?
-
Nie, ale od zawsze czulem sie sam, bardzo tego nie lubilem.
Opuszczony to ja sie czulem, jak musiale lazic do zerowki albo szkoly podstawowej. Reagowalem maksymalnym stresem i poczuciem rozlaki. Nienawidzilem szkoly.
-
Nie, ale od zawsze czulem sie sam, bardzo tego nie lubilem.
Tak się właśnie zastanawiam, skąd to mogło się wziąć.
Ja lubie być sama, choć dość długo też nie lubiłam sama gdzieś wyruszać. Rodzice nie byli mnie wstanie wysłać na żadne obozy czy kolonie. Dopiero jak dorosła osoba przez to przebrnęłam.
-
Ja lubie wyjezdzac samemu ale nie az na tak dlugo. Kilka dni to jest ok, np. jak sie zaplanuje wyjazd z jakims zwiedzaniem, zeby miec zagospodarowany plan dnia, uniknac nudy, analizowania swojego zycia. Ale potem zaczyna mnie nosic, szukam towarzystwa i robi sie nieciekawie. Tym bardziej, ze ja jestem osoba kreatywna i musze wrecz ciagle cos wymyslac, tworzyc, z byle czego i byle co ale nie umiem siedziec spokojnie w jednym miejscu, podejrzewam ze pewnie dlatego nigdy nie spodobala mi sie dluzsza medytacja.
Obozy i kolnie to wedlug mnie syf, musisz sluchac kogos, tam panuje dyscyplina jak w wojsku. Tez nie jezdzilem i nie zaluje.
-
Na sto procent cos jwest tu zwiazane z tym brakiem, czuciem ze nie ma nikogo sie przy sobie bo to jest we mnie od zawsze i wyniszcza mnie to. Burzy proby nawiazania relacji np bo za bardzo cisne. To samo z innymi rzeczami. Ten strach przed byciem samemu jest u mnie bardzo silny.
-
Na sto procent cos jwest tu zwiazane z tym brakiem, czuciem ze nie ma nikogo sie przy sobie bo to jest we mnie od zawsze i wyniszcza mnie to. Burzy proby nawiazania relacji np bo za bardzo cisne. To samo z innymi rzeczami. Ten strach przed byciem samemu jest u mnie bardzo silny.
A jak byłeś dzieckiem, to co się działo, gdy zostawałeś sam?
-
Roznie. Pamietam kilka momentow, ze panicznie sie balem bo myslalem, ze ktos mnie zostawil. Ale w ogole to lubilem byc sam, bo ja od dziecka jakos stronilem od ludzi, np. w ogole malo angazowalem sie w zabawy z innymi dziecmi, i najchetniej siedzialem w domu, albo bawilem sie na podworku z kilkoma najbardziej lubianymi rowiesnikami.
-
Roznie. Pamietam kilka momentow, ze panicznie sie balem bo myslalem, ze ktos mnie zostawil. Ale w ogole to lubilem byc sam, bo ja od dziecka jakos stronilem od ludzi, np. w ogole malo angazowalem sie w zabawy z innymi dziecmi, i najchetniej siedzialem w domu, albo bawilem sie na podworku z kilkoma najbardziej lubianymi rowiesnikami.
A jednak. Popytaj rodziców czy się przypadkiem kiedyś nie zgubiłeś - np. na plaży, w sklepie, na spacerze itp.
A po twoich narodzinach, to w szpitalu tak jak dawniej, też mama była w osobnej sali? Innej niż dzieci?
-
Pytalem. Niczego takiego nie pamietaja.
Szpital klasycznie. Porod, pozniej oddzielne lozko a dopiero potem powrot do matki. Tak jak miliony polskich dzieci.
Pamietam, ze kiedys mialem okres, w ktorym podejrzewalem ze nie jestem prawdziwym dzieckiem swoich rodzicow ale to minelo. Cos jednak musialo mi dawac to poczucie, ze wtedy tak czulem.
-
Moja bezradnosc bierze sie ze swiadomosci tego, ze nie przyjmujac obowiazujacych spolecznie zasad jestesmy skazani na margines. Jednak przyjmujac spoleczne zasady skazujemy sie na manipulacje i niewolnictwo, poniewaz zasady te zostaly stworzone przez osoby, ktore w ukryciu proboja kontrolowac ludzi, zmuszac ich doniewolniczej pracy aby samemu odnosic z tego korzysci. Gdyby tak nie bylo, w spoleczenstwie nie fukcjonowaloby tyle zakazow, nakazow obwarunkowanych roznego rodzaju karami. Ludzi trzyma sie w strachu a kazdego kto sie buntuje, usuwa na margines.
-
Pkrl, specjalnie dla Ciebie: https://www.youtube.com/watch?v=FjNUxa1bzXA
Zobacz od 3 minuty i jak Cię zainteresuje to sobie możesz cały filmik obejrzeć, jak i inne.
-
Bezradność a bezsilność.
Czujecie różnicę ?
Bezradność = nie ma rady :(Nie wiadomo jak zaradzić.
Chciałoby sie jakoś zaradzić, pomóc, ale ...już pomysłów nie starcza.
Bezsilność = nie ma na to siły. Sił brak już . Ręce opadają. I w ogóle szkoda energii.
Oba wywołują wk....rw ! Ogromny.
-
Bezsilnosc wynika z bezradnosci, nie na odwrot raczej.
Poczulem dzis, ze moja bezradnosc ma zrodlo w ogromnej niecheci do bycia tutaj. Ze byc moze moja bezradnosc bierze sie stad, ze moja karma calkowicie nie ,,pasuje" do obecnych uwarunkowan i stad jest tak ciezka bo jest malo wspolnych punktow ze mna i otaczajaca mnie rzeczywistoscia.
Komus cos sie kojarzy z tym? Moze ktos to przerabial i uzdrawial?
Poszedlem za skojarzeniami: niechec do bycia/zycia tutaj (czyli podswiadomie wiem, ze bede , miec ciezko), trudny porod (proba nieprzezycia), ciezkie dziecinstwo (sielanka w domu, koszmar w szkole), ciezkie zycie (znowu sielanka w domu, problemy w zyciu doroslym wynikajace z nieprzystosowania).
Czuje w sobie ogromne poklady leku o przetrwanie, z powodu samotnosci (byc moze przez ciezki porod plus swiadomosc wyobcowania), obawa przed podjeciem trudow zycia tutaj (swiadomosc, ze bedzie sie mialo ciezko bo to jakby pierwszy raz w takich warunkach tutaj).
Co to jest za karma/wzorzec i jak mozna go uzdrawiac?
-
Ha, Leszek napisał żeby wyleczyć się z depresji trzeba przestać robić to czego się nie lubi i zacząć robić to co się lubi. Gdyby to było takie proste...
"Czuje brak poczucia bezpieczenstwa w tym, co robie. Wiem, ze moglbym pojsc na kompromis ale wtedy czuje, ze nie bylbym ze soba szczery a to dla mnie bardzo wazne. Nie potrafie oklamywac siebie i robic cos wbrew sobie. Czuje, ze tym samym dalem sie zlapac w slepe kolo, bez wyjscia. Tak jkaby rzeczywistosc chciala mi pokazac, ze to co robie nie pozwala mi pojsc dalej, ze dotarlem do punktu, w ktorym juz nic nie da sie zrobic"
Mam to samo, szukam pracy w której czułbym się bezpiecznie i mógłbym się spełnić. Nie lubie kontaktu z klientem, nie lubię nudy, a ostatnio ciągle czuje się znużony, zmęczony i dopada mnie awolicja, spada napęd. Nie lubię pracy, ale jeszcze bardziej nie lubię braku pieniędzy. Poirytowany jestem że wybrałem sobie taki chu*owy zestaw genów ze skłonnością do depresji i neurotyzmu.
Konkretnie chodzi o ten gen: https://en.wikipedia.org/wiki/5-HTTLPR, w skrócie od niego zależy jak bardzo jesteśmy odporni na zachorowanie na depresje po ciężkich życiowych przejściach.
-
" Mam to samo, szukam pracy w której czułbym się bezpiecznie i mógłbym się spełnić."
A zadałeś sobie trud by wypisać sobie na kartce choć z 10 takich czynności które można nazwać pracą i które lubisz ? Jak je odszukasz w sobie to wtedy będziesz dopiero wiedział czego konkretnie szukać. Tylko bądź szczery ze sobą, żeby potem nie było, że kochasz gotować ale nie będziesz kucharzem bo kochasz gotować ale tylko sobie :)
-
Jaskier, zamiast obiwniac sie o to, ze masz chujowe geny (co jest kompletna bzdura), zdaj sobie sprawe, ze Twoj stan i wiekszosci ludzi dookola jest spowodowany systemem spolecznym, w jakim zyjemy. A zyjemy w systemie postfeudalnym. Czyli takim, w ktorym sliuzy sie swojemu panu (zupelnie, jak w sredniowieczu z ta tylko roznica, ze dzis nie trzeba podejmowac krucjat ani dbac o czyjes wlosci). Ale kilkoro osob na swiecie niestety tak uwaza i co gorsza, udaje im sie poki co utrzymac ten brak swiadomosci posrod przewazajacej liczby ludzi. Gdyby nie bylo postfeudalizmu, wiekszosc ludzi moglaby bez problemu robic to, co chce i zarabiac jak chce bo wtedy zalezaloby to wylacznie od widzimisie innych ludzi a wtedy na sto procent wczesniej czy pozniej znalazlbys ludzi, ktorym Twoje uslugi i sposoib ich wykonywania przypadlyby do gustu. Ale poki co wiekszosc form zarobkowania jest scisle ograniczona i scisle kontrolowana (miedzy innymi za pomoca roznej masci ustaw majacych ,,ochraniac" obywatela przed nieuczciwoscia, podczas gdy klika wielkich biznesmenow prowadzi monopolistyczna polityke i obraca ilosciami pieniedzy, ktorych przdecietny czlowiek nigdy nie zobaczy czyli po prostu zasysa je z rynku i nie daje zarobic innym).
Spytaj sie tutaj na forum ludzi, co by powiedzieli, gdybys napisal ze chcesz malo pracowac i duzo miec albo malo pracowac i w ogole bujac sie przez zycie z radoscia bez martwienia sie o jutro, o innych, o to co Ty niby msz dac spoleczenstwu. Wiesz jakie im przyjdzie pierwsze skojarzenie? Ze jestes paosyztem ktory nie chce nic od siebie dawac a tylko brac. A wiesz dlaczego? Bo wiekszosc osob ma silnie zakodowane, ze trzeba przez cale zycie z.......c od rana do wieczora aby cos miec. Nawet wsrod osob interesujacych sie duchowoscia. A tacy jak my nie chca z....c tylko chca cieszyc sie zyciem i maja w dupie prace dla kogos, z kim nie czuja zadnego zwiazku i od ktorych nic nie dostali.
Zyjemy w spoleczenstwie, gdzie uwaza sie, ze w doroslym zyciu trzeba tylko ciagle pracowac i pracowac i ze nie ma w nim juz miejsca na to, co przynalezy do wieku dzieciecego i mlodzienczego, czyli nie ma miejsca na spontanicznosc i radosc, na swobodne wyrazenie sie a co za tym idzie, na robienie i zarabianie na tym, co sie lubi i jak sie chce. Mamy paranoiczny system, w ktorym ciagle chcemy czegos wiecej podczas gdy toniemy w bogactwie i milionach niepotrzebych rzeczy, ktorymi jestesmy otoczeni na codzien. Ale wiekszosc ludzi bedzie Ci wmawiac ze to Tyu jestes gorszy bo nie pracujesz.
Moja rada-miej w dupie ten system i rob to co chcesz i nie ogladaj sie na innych. Nawet za cene omijania prawa. Tylko nie krzywdz nikogo i zwazaj, zeby to co robisz nie wplywalo negatywnie na innych.
-
W systemie, w ktorym zyjemy, musisz ciagle pracowac aby miec cokolwiek. Nie pracujesz, tracisz wszelkie dobra i prawa. Zrobisz sobie przerwe od pracy-zostajesz odsuniety.
Tak to jest skonstruowane, aby trzymac czlowieka w ciaglym strachu o wlasny byt i miec nad nim kontrole. To dlatego tak bardzo ludzie zyjacy w zorganizowanych spoleczenstwach z scisle ustalona hierarchia (feudalem i jego poddanymi) nie znosza ludzi wolno zyjacych, ktorych nazywa sie gorzej urodzonymi lub po prostu pasozytami lub zlodziejami, nierobami. Kiedys nienawidzilismy wolno zyjacych plemion i nizczylismy je za wszelka cene, dzis niszczymy osoby ktore cha zyc wolno i nie chca sie podporzadkowywac scisle ustalonym prawom.
Dopoki czlowiek nie przestanie sluzyc drugiemu czlowiekowi ze strachu, ze cos traci lub ze cos mu sie stanie, ten stan rzeczy nigdy nie ulegnie zmianie. Jest to tak gleboko zakorzeniony wzorzec, ze 99,9 procent ludzi nie jest w stanie go sobie samemu uswiadomic, bo przyjmuje go juz z momentem poczecia, wraz z mlekiem matki. Cala wspolczesna hierarchia spoleczna opiera sie wylacznie na sluzeniu swojemu panu, ktorym w zaleznosci od stopnia w hierarchi spolecznej jest rodzic, nauczyciel lub pracodawca, a w niektorych przypadkach polityk lub wojskowy. Ludzie nie potrafie sobie dzis wyobrazic sytuacji, w ktorej bylioby calkowicie wolni i nie podlegaliby zadnej osobie. Boja sie tego, bo to oznaczaloby przeniesienie calej odpowiedzialnosci za swoje zycie na siebie samego i zmusilo takiego czlowieka do konktrolowania siebie i swoich postepkow. Rzadzacy doskonale o tym wiedza, dlatego od zarania dziejow straszy sie ich Bogiem, duchami lub odpowiedzialnoscia prawna. Zastrasza sie ludzi od malego po to, aby byli dobrymi i efektywnymi sluzacymi.
Pokazcie mi dzisiaj spoleczenstwo, gdzie czyjas wlasnosc jest wspolna wlasnoscia a jednoczesnie nikt nie proboje przywlaszczyc sobie czegos, co nalezy do kogos innego. Nie ma takiego spoleczenstwa! Zyjemy w ciaglym strachu, ze cos nam ktos moze zabrac, stad chcemy posiadac wylacznie cos dla siebie. To samo jesli idzie o hierarchie-zbudowano ja po to, aby wywyzszyc jednego pobratymca ponad drugiego i spowodowac zazdrosc oraz zmusic kogos stojacego w hierarchi nizej dio slepego posluszenstwa! Nic dziwnego, ze kapitalizm ma sie dzis lepiej niz kiedykjolwiek skoro najwyzsza wartoscia jest pozycja spoleczna i posiadanie a najwyzsze kary sa nie dla tych, ktorzy pozbawia kogos zycia ale za kradziez i przywlaszczenie sobie czyis pieniedzy lub dobr albo za jawne wypowiedzenie posluszenstwa narodowi, spoleczenstwu lub swojemu mocodawcy.
Witamy w ,,raju"!
-
Jaskier, skąd wiesz, że masz akurat taki zestaw genów. O ile się orientuję, to nie da się zrobić takich badań genetycznych, no chyba że mnie ktoś poprawi
-
pkrl
umiesz opisać system w jakim chciałbyś żyć? Jak Twoim zdaniem to powinno wyglądać?
Nie twierdzę że ten system jest idealny, wręcz przeciwnie ma wiele lat ale to ludzie go sami stworzyli i wciąż tworzą i lepszego póki co nikt nie wymyślił.
-
pkrl
umiesz opisać system w jakim chciałbyś żyć? Jak Twoim zdaniem to powinno wyglądać?
Nie twierdzę że ten system jest idealny, wręcz przeciwnie ma wiele lat ale to ludzie go sami stworzyli i wciąż tworzą i lepszego póki co nikt nie wymyślił.
Umiem.
Wygladalby wcale nie az tak inaczej od obecnego, natomiast zmienilaby sie struktura/podstawa, na ktorej jest oparty. Wszelkie relacje i wynikajace stad obowiazki/zobowiazania wynikalyby z poczucia braterstwa i milosci rozumianej jako szacunku dla drugiej osoby. Automatycznie zniklyby sztucznie wytworzone podzialy, poniewaz wladza oraz zwiazane z nia sztuczne wywyzszanie sie jednego ponad drugiego nie mialyby w takim systemie szerszego miejsca bytu, poza naturalnym podzialem wynikajacym z dojrzalosci/madrosci/umiejetnosci. Pozostaloscia tego typu ,,utopijnych" systemow sa resztki plemion koczowniczych dalekiej Azji, gdzie do poczatkow wieku XX utrzymywala sie mniej lub bardziej tego typu struktura, ze starszyzna/rada (w ktorej sklad wchodzili rowniez ludzie mlodsi, nie sami starcy jak wskazuje nazwa) jako cialem przewodnim. Czytalem mnostwo ksiazek na ten temat i wszedzie powtarzal sie taki sam model spoleczny, w ktorym naprawde rzadko zdarzaly sie naduzycia znane z naszej ,,bialej" cywilizacji. Rowniez tzw. przed-potopowe cywilizacje posiadaly ow system spoleczny, dlatego przetrwaly tyle setek lat. Obecny ,,porzadek" zostal wieki temu narzucony ludziom w sposob sztuczny, bez ich wolnej woli, dlatego jest tak wypaczony i dlatego kazde spoleczenstwo podlega dzisiaj degeneracji i musi sie ciagle odradzac, najczesciej w wyniku wojen i zwiazanych z nimi kataklizmow/ludobojstw/upadkow technologii.
-
Akurat na plemionach dalekiej Azji słabo się znam.
Z czego się utrzymywali, każdy robi to na co miał ochotę czy to co mu starszyzna kazała?
-
Bubu:
Nie zadałem, bo nie wiedziałem że jest taka technika. Czego bym oczekiwał od pracy? Wdzięcznosci od ludzi i poczucia bycia potrzebnym, jedyna praca która to spełnia to lekarz, niestety nim już raczej nie zostanę. Bardziej od czynności interesuje mnie funkcja. I jest to jeden z zawodów przy którym jesteś sam odpowiedzialny za siebie, nie masz nad sobą "szefa-idioty", jesteś Ty i twoja wiedza.
furyah:
Ten gen jest chyba najbardziej związany z depresją i neurotyzmem. U mnie skłonność do depresji występuje rodzinnie (matka kiedyś przez 2 lata nie mogła się podnieść z łóżka), a ojciec był skrajnym neurotykiem. Stąd wnioskuję że prawdopodobnie mam krótkie wersje tego genu. Jak się uprzesz to badania możesz sobie zrobić, choć raczej nie w pl.
pkrl5758: Tu się z Tobą zgadzam, chciałbym zwiedzać świat, nie przejmując się niczym, jest tyle pięknych miejsc. A tu kurna zus, srus, haruj, odkładaj na emeryturę, 28 dni urlopu w roku, co to za życie? Leszek w jednych artach pisze o potrzebie pracy a w innym że człowiek jest jedyną istotą która haruje 8 godzin dziennie żeby się utrzymać.
-
Akurat na plemionach dalekiej Azji słabo się znam.
Z czego się utrzymywali, każdy robi to na co miał ochotę czy to co mu starszyzna kazała?
Roznie. Nie tyle kazdy robil, na co mial ochote ile kazdy mogl zyc bez wiekszego skrepowania, jesli przestrzegal podstawowych zasad wspolplemiennych, opartych na szeroko rozumianym szacunku do osob trzecich. Jesli nie kradl, nie uragal, nie przyczynial sie do szkody innych i jesli aktywnie bral udzial w zyciu swoich wspolplemiencow, mogl zyc jak mu sie podobalo. Mogl nawet, za cene rezygnacji z pewnych dobr czy praw zrezygnowac z uczestniczenia w zyciu spolecznym i potem mogl rowniez wrocic do niego (to w zaleznosci od spolecznosci, praw nia rzadzacych itp.). Rowniez wszystkie wczesne historyczne cywilizacje posiadaly mniej lub bardziej zmodyfikowany model takiego zycia. Dopiero z chwila wprowadzenia tzw. jedynowladztwa rozpoczal sie koszmar, ktory znamy z czasow dzisiejszych - panowanie jednego ponad drugim i scisle ustalona spoleczna hierarchia z brakiem mozliwosci wejscia na ,,szczyt" (feudalizm oraz tzw. rodziny szlacheckie-wybrane). W plemionach Polinezji i Azji Centralnej do dzis przetrwal mit o ,,zlotym wieku" w ktorym ludzie zyli wolni. To jest pamiec tamtych czasow wlasnie.
To, co my znamy z czasow w miare terazniejszych, czyli dziko zyjace ,,wolne" plemiona Papui czy Ameryki Pld. to sa zdegenrowane pozostalosci ludzi, ktorzy zyli przez tysiace lat na daleko bardziej zaawansowanym poziomie cywilizacyjnym od naszego z ta tylko roznica, ze nie znali wiekszosci cywilizacyjnych wygod, jakie mamy dzis. Ale nie umniejsza to temu, co napisalem. Mamy naprawde duzo a brniemy w strone samozaglady.
-
Tu się z Tobą zgadzam, chciałbym zwiedzać świat, nie przejmując się niczym, jest tyle pięknych miejsc. A tu kurna zus, srus, haruj, odkładaj na emeryturę, 28 dni urlopu w roku, co to za życie? Leszek w jednych artach pisze o potrzebie pracy a w innym że człowiek jest jedyną istotą która haruje 8 godzin dziennie żeby się utrzymać.
A czego oczekiwales od kogos, kto w tym systemie jest ,,ulozony"? ... Ze bedzie gryzl reke, ktora go karmi?
-
Roznie. Nie tyle kazdy robil, na co mial ochote ile kazdy mogl zyc bez wiekszego skrepowania, jesli przestrzegal podstawowych zasad wspolplemiennych, opartych na szeroko rozumianym szacunku do osob trzecich. Jesli nie kradl, nie uragal, nie przyczynial sie do szkody innych i jesli aktywnie bral udzial w zyciu swoich wspolplemiencow, mogl zyc jak mu sie podobalo. Mogl nawet, za cene rezygnacji z pewnych dobr czy praw zrezygnowac z uczestniczenia w zyciu spolecznym i potem mogl rowniez wrocic do niego (to w zaleznosci od spolecznosci, praw nia rzadzacych itp.). Rowniez wszystkie wczesne historyczne cywilizacje posiadaly mniej lub bardziej zmodyfikowany model takiego zycia. Dopiero z chwila wprowadzenia tzw. jedynowladztwa rozpoczal sie koszmar, ktory znamy z czasow dzisiejszych - panowanie jednego ponad drugim i scisle ustalona spoleczna hierarchia z brakiem mozliwosci wejscia na ,,szczyt" (feudalizm oraz tzw. rodziny szlacheckie-wybrane). W plemionach Polinezji i Azji Centralnej do dzis przetrwal mit o ,,zlotym wieku" w ktorym ludzie zyli wolni. To jest pamiec tamtych czasow wlasnie.
To, co my znamy z czasow w miare terazniejszych, czyli dziko zyjace ,,wolne" plemiona Papui czy Ameryki Pld. to sa zdegenrowane pozostalosci ludzi, ktorzy zyli przez tysiace lat na daleko bardziej zaawansowanym poziomie cywilizacyjnym od naszego z ta tylko roznica, ze nie znali wiekszosci cywilizacyjnych wygod, jakie mamy dzis. Ale nie umniejsza to temu, co napisalem. Mamy naprawde duzo a brniemy w strone samozaglady.
Aha, nie wspomnialem o jednej waznej rzeczy: istniala niepisana tradycja, ze kazdego, kto wedruje i przychodzi prosic o nocleg i pozywienie, nalezy ugoscic i nakarmic. Wedrowiec mogl tez zapytac o prace i wtedy zostac, na tyle na ile chcial i pozwalaly warunki danej spolecznosci. Ten zwyczaj przetrwal na swiecie do czasow nowozytnych (w Polsce rowniez w imie przyslowia ,,Bog w dom"), czyli do ery kolonializmu i kapitalizmu, ktory zabranial tego typu praktyk pod grozba kary a tego typu zachowania uznal za rownoznaczne z zebraniem i ktore bylo (a w niektorych panstwach do dzis jest) traktowane jako wykroczenie prawne!
-
Roznie. Nie tyle kazdy robil, na co mial ochote ile kazdy mogl zyc bez wiekszego skrepowania, jesli przestrzegal podstawowych zasad wspolplemiennych, opartych na szeroko rozumianym szacunku do osob trzecich. Jesli nie kradl, nie uragal, nie przyczynial sie do szkody innych i jesli aktywnie bral udzial w zyciu swoich wspolplemiencow, mogl zyc jak mu sie podobalo. Mogl nawet, za cene rezygnacji z pewnych dobr czy praw zrezygnowac z uczestniczenia w zyciu spolecznym i potem mogl rowniez wrocic do niego (to w zaleznosci od spolecznosci, praw nia rzadzacych itp.).
Jakoś w tym co napisałeś nie widzę wielkich różnic między tym jak my teraz żyjemy. Teraz jeśli nie łamiesz prawa (zasad) to też możesz żyć jak chcesz.
Natomiast z czego oni żyli skąd mieli pożywienie odzież, dach nad głową? Przecież nie spadało im to z nieba. Musieli wykonywać jakąś pracę i raczej nie roboli tego tylko ci co mieli na to ochotę i którym to sprawiało przyjemność - czyli tak jak ty byś chciał.
-
Jakoś w tym co napisałeś nie widzę wielkich różnic między tym jak my teraz żyjemy. Teraz jeśli nie łamiesz prawa (zasad) to też możesz żyć jak chcesz.
Natomiast z czego oni żyli skąd mieli pożywienie odzież, dach nad głową? Przecież nie spadało im to z nieba. Musieli wykonywać jakąś pracę i raczej nie roboli tego tylko ci co mieli na to ochotę i którym to sprawiało przyjemność - czyli tak jak ty byś chciał.
Kaja, widzisz, caly sek w tym, ze mnie bedzie trudno wytlumaczyc to komus, kto ma silnie wkodowane zasady ,,systemu", tak jak Ty.
Podtawowa roznica byly zasady spoleczne - one regulowaly zycie, a jesli zasady opieraly sie na szacunku i milosci, wiadomym jest, ze spora licza osob jeslinawet nie wiekszosc, nie chciala ich lamac wiec i nie dochodzilo do roznego rodzaju naduzyc. Dzis sa stworzone takie prawa, ze gdybys chciala zyc dajmy na to, jako wolny czlowiek pokroju Cygana, nie maialabys wiekszych szans na powodzenie, chocby ze wzgledu na przymus legitymizowania sie wyksztalceniem i doswiadczeniem na roznego rodzaju papierkach. Biurokracja to jedna z form nowozytnego systemu kontroli czlowieka, polegajaca na zaszeregowaniu go w hierarchi w oparciu o posiadanie oceny (!) majacej byc dowodem jego umiejetnosci i wyksztalcenia. Kiedys takie cos nie bylo potrzebne...bo golym okiem bylo widac, kto co umie. Wystarczyl jeden dzien pracy aby zorientowac sie, co ktos potrafi. Dzis tez by to zdalo swoj egzamin w wielu zawodach, a nawet jesli istnieje dzis potrzeba legitymizacji dsowiadczenia zawodowego i wyksztalcenia, moznaby to usprawnic i podchodzic do tego inaczej, niz podchodzi sie. Kwestia tego, na jakim stopniu rozwoju technologicznego stoi dana spolecznosc. Wieksza roznorodnosc zawodowa pociaga za soba potrzebe sytematyzacji ale nie powinno sie traktowac czlowieka jako podmiotu tylko jako wykonawce. To ogromna roznica.
Wszystko zwiazane z zyciem, a wiec z zywnoscia czy budowaniem zapewniali sobie sami, pracujac na to. Owczesne spoleczenstwa po prostu staly nizej pod wzgledem technologicznym, wiec i bylo mniej zawodow i mozliwosci co nie oznacza ze byli to ludzie ograniczeni czy zacofani.
Co zas do kwestii przyjemnosci - kiedy pracujesz dla spolecznosci, ktora to docenia (np. poprzez uczciwe wynagradzanie) oraz kiedy jestes wychowany/a w poczuciu glebszego sensu istnienia, jako czesci danej spolecznosci, praca staje sie czyms co szanujesz i w czym chcesz uczestniczyc. Dlatego dzisiaj tak wielu ludzi nie widzi glebszego sensu w swojej pracy....bo ta praca po prostu glebszego sensu nie ma.
-
Jaskier,
Geny to nic innego jak forma karmy, każdy ma swoją karmę, swój urok i swoje problemy :)
Na depresję dobre jest wszystko, co daje małe poczucie sukcesu, najlepiej w świecie rzeczywistym: posprzątać, umyć naczynia, zrobić zaległy zakup, załatwić sprawę w urzędzie, pobić swój rekord w biegu na kilometr, naprawić skrzypiącą szafkę. Sukcesy w grach czy innej fikcji się nie liczą!
Za każdym razem kiedy zrobisz coś takiego, wyjrzysz na chwilę ze swojego dołka. A kiedy wyjrzysz, będziesz miał sensowniejsą perspektywę, również na pracę.
Myślę że to co piszesz o pracy, to jedno z dwóch podstawowych błędnych założeń naszego wieku. (Drugim jest "lepiej być swoim własnym szefem".) Praca nie ma gwarantować spełnienia. Spełnienie ma Ci dawać wszystko: związki, hobby, pomaganie innym, doznania artystyczne, dbanie o dom itp. Podejście w stylu "panie szefie, proszę dac mi wytyczne do pracy która mnie spełni i wynagrodzenie za nią" to szukanie magicznego rozwiązania na zewnątrz.
Praca ma być lekka i dobrze płatna -- tyle :)
Co więcej, w pracy wazne jest też to aby stawiała przed człowiekiem wyzwania, bo okazuje się że wyzwania skutecznie motywują do życia.
Wniosek wyciągnięty z tego (choć nie opisany w tym komiksie):
http://www.stuartmcmillen.com/comics_en/rat-park/
-
Na depresję dobre jest wszystko, co daje małe poczucie sukcesu, najlepiej w świecie rzeczywistym: posprzątać, umyć naczynia, zrobić zaległy zakup, załatwić sprawę w urzędzie, pobić swój rekord w biegu na kilometr, naprawić skrzypiącą szafkę. Sukcesy w grach czy innej fikcji się nie liczą!
My sentiments exactly.
-
pkrl5758
ja jakoś nie widzę tych różnic o których piszesz i chyba Cię nie przekonam że ich nie ma.
-
Lynd, akurat ludzie w moim wieku poszukują w pracy możliwości samorealizacji. Czytałem ten komiks dawno temu, niestety mam poczucie bycia w klatce. Szczury były w swoim parku, realnie, a ja muszę się "nauczyć" postrzegać swój świat jako park... <czyli zrobić sobie pranie mózgu...>.
"Praca ma być lekka i dobrze płatna -- tyle :)", póki co jest stresująca i kiepsko płatna...
A skoro jesteśmy przy szczurach, depresje u zwierząt doświadczalnych wywołuje się poddając je przewlekłemu lekkiemu stresowi.
-
Jaskier,
Tu nie chodzi o wiek ludzi. No, może tylko w takim stopniu że młodsi ludzie łatwiej dają się nabrać na secretowo-coachingową propagandę pt. "tylko myśl i to będziesz miał." Z resztą wielu trenerów osobistych dorobiło się na byciu... trenerami osobistymi. Więc oczywiście dla nich poznawanie kolejnych technik wizualizacji czy stawiania planów przekłada się na kompetencje w pracy i dochody. Dla zwykłego człowieka mogą być one co najwyżej pomocą.
To jakby zawodowy piłkarz twierdził, że wszyscy powinni grać w piłkę, bo na tym można najlepiej zarobić :)
No ale.
Wiele hobby da się zamienić w pracę, jednak do tego niezbędne są przebojowość i zmysł biznesowy. Są potrzebne tym bardziej, im bardziej egzotyczne jest to hobby. W przypadku niektórych ludzi zwyczajnie się to nie opłaca: już ławiej i przyjemniej będzie im zarabiać na czymś prostym, niż opracowywać biznesplan i poznawać rynek, bo dla nich to droga przez mękę. Droga, która niekoniecznie dokądś zaprowadzi.
Ludzie nie mają obowiązku lubienia tego co my, a tym bardziej płacenia nam za to. Więc zamiast obwiniać system, czy czekać na wizualizowane spełnienie, lepiej przyjrzeć się sobie, rozejrzeć za możliwościami dookoła i obrać kierunek.
-
".. Sukcesy w grach czy innej fikcji się nie liczą!.." smuteczek :(
:))))
-
Na otarcie łez ;)
https://habitrpg.com
-
Oj Lynd, ja w te wizualizacje od dawna nie wierze, o kant dupy potłuc te wszystkie metody kreacji w moim przypadku. Dały mi tylko złudzenie kontroli <ten błąd poznawczy>. Tylko działanie u mnie skutkuje. Czy wogóle jest tu ktoś kto sobie wizualizuje i mu się marzenia cudownie spełniają?
Kierunek obieram, ale stres codzienny daje mi się we znaki.
-
Jaskier
Posługując się metodą zrozumienia problemów też można dokonywać zmian. Może spróbuj czegos takiego:
zacznij od obecnej sytuacji np. w pracy.
najpierw popytaj siebie:
stres, to są lęki i obawy, bo co?
/lęki że coś zawalimy, ktos nas oceni, skrytykuje, ośmieszy,
coś będzie nie tak, itd, itd./
co więc jest powodem stresu w pracy?
Po przepytaniu podświadomości wiadomo o co chodzi. I teraz trzeba dokonać wyboru.
Np. Albo działam pod wpływem stresu i czuję się spięty i denerwuję się,
Albo wybieram luz i wtedy czuję się swobodnie.
Jeśli nie mogę dokonać takiego wyboru, to pytam, co mi nie pozwala, co mi przeszkadza?
Potem stawiam pytanie, co jest dla mnie ważniejsze: te przeszkody, czy ja i moje samopoczucie?
Jeśli zależy mi na sobie, to wybieram swoje dobro.
Poprawiając swoją obecną sytuację np. w pracy, przygotowujemy solidny grunt do bardziej odpowiedniej i komfortowej pracy w przyszłości, może nawet niedalekiej.
-
Mateusz:
Dzięki, ta metoda mi odpowiada :P
-
Geny to nic innego jak forma karmy, każdy ma swoją karmę, swój urok i swoje problemy :)
To jest bardzo ładne zdanie! :)
-
Mateusz,
Poprawiając swoją obecną sytuację np. w pracy, przygotowujemy solidny grunt do bardziej odpowiedniej i komfortowej pracy w przyszłości,
Też tak uważam :)