Pozytywne Inspiracje
Forum => Karma i reinkarnacja => Wątek zaczęty przez: Sebastian w 2011-10-11, 23:30:57
-
Potraktuję założenie tego tematu jak swego rodzaju bloga bo bardzo jestem zdeterminowany żeby przepracować ograniczającą sprawę w moim życiu. Miałem już 2 sesje w temacie i piszę od miesiąca afirmacje. Od kiedy pamiętam żyłem dla innych ludzi i widziałem moje szczęście w uszczęśliwieniu innych ludzi. W konsekwencji co bym w życiu nie robił, to było mi ciężko bo zawsze dostawałem od świata mniej niż dawałem, czy to w miłości, czy to w biznesie, czy w czymkolwiek.
Teraz piszę afirmacje m.in. o tym że rezygnuję z odpowiedzialności za innych na rzecz własnego szczęścia i spełnienia, i że pozwalam innym żyć tak jak mają na to ochotę. Poschodziło ze mnie wiele warstw napięć, i myślałem że temat ma sie ku końcowi a tu nagle dzisiaj podczas pisania afirmacji dostałem bólu całego ciała, który ustępował jak tylko odkładałem długopis. Wydawało mi się że umrę jak nie przestanę pisać. Musiałem chwilę odpocząć żeby wrócić do pisania afek.
Wraz z uwolnieniem cząstki odpowiedzialności od paru dni czuję znowu pustkę która się za tym kryje...
Ciekawe ile dziesiątek wcieleń żyłem z tak mocno ugruntowanymi wzorcami. Czuję jak stopniowo przebudowuje się u samych fundamentów moja osobowość.
-
Kiedy zabierałem się za pracę nad tematem to wszystko było dla mnie oczywiste, ale w trakcie zacząłem się zastanawiać po co ja te afirmacje piszę - w końcu trafiają one w to w co w głębi bardzo mocno wierzyłem i chyba nadal wierzę.
Ale powoli kiełkuje we mnie całkiem nowa intencja - poczuć się szczęśliwym bez względu na innych ludzi. I myślę że to jest nagroda za uwolnienie od tych ślubowań, na którą się otwieram...
-
Póki nie dodasz, że jesteś z tym bezpieczny i w porządku, to będzie karanie siebie i prowokowanie.
-
Właśnie przy tym, że jestem z tym bezpieczny i w porządku czuję największy opór :P Ale dzisiaj rano powtórzyłem znowu afki i czuję jak wielki blok mi puszcza na dole pleców :)
-
No i przychodzi mi trudno zrozumieć że można żyć po prostu dla siebie, dla swojego szczęścia... Choć w medytacji poczułem to, że jeśli afirmuję że Bóg uwalnia mnie od odpowiedzialności za innych, to że to Bóóóg, uwalnia Mnieee!, a nie innych
W związku z tym tematem widzę że istnieje we mnie jakiś bezosobowy stan służby i współczucia innym i jak mi się przeciera to zaczynam widzieć że istnieje jakieś Ja które też czegośby tam chciało
Afirmuję, afirmuję, czuję czasem zmianę a potem znowu odruchowo ochoczo szukam co by komuś powiedzieć co by mu pomogło. Starczyłoby tego bo przy tym nie ma miejsca na samorealizację!
-
"Póki nie dodasz, że jesteś z tym bezpieczny i w porządku, to będzie karanie siebie i prowokowanie."
Prawda:)
Z doświadczenia wiem, że lepiej zawsze dodawać, niby na zapas, żeby nie było przykro, niemiło, nie było straty, czy zagrożenia, podczas uwalniania się i rezygnacji ze zobowiązań i niekorzystnych powiązań.
-
Dzisiaj afka że rezygnuję z odpowiedzialności za innych na rzecz własnego szczęścia i spełnienia dokopała się do innej ciekawej rzeczy - tej intencji zadowalania wszystkich moich kobiet, z wyrzeczeniem siebie. Odpuściło mi to, zresztą uświadomiłem sobie że nie można zadowolić nikogo na siłę, i poczułem taaki fajny luz w podbrzuszu. Teraz mi wychodzi poczucie winy za to że ja w ogóle mam potrzeby seksualne, ale już wreszcie się nastawiam na swoje zadowolenie i widzę że tędy droga.
Z kolei przy afce "Ja Sebastian, zasługuję i otwieram się na wszystko co dla mnie najlepsze i najwyższej jakości" wciąż wychodzi mi że tak, otwieram sie, będę służył lepiej innym... ale pśka potrafi kręcić żeby trzymać się pierdół.. Dodam niedługo afkę że Moje potrzeby są dla mnie na pierwszym miejscu, jak do niej dojrzeję.
-
Zapewne jeszcze odkryjesz, że seks to jedyna nagroda, jaką obdarzyć Cię mogą kobiety, o ktorych zaspokojenie potrzeb i szczęście dbasz :))
-
Coś w tym jest choć bezpośrednio do tego nei dotarłem, za to dzisiaj jak mi coś odpuściło w temacie dotarłem do poczucia ogromnej wyższości kobiet nade mną - taką że ja najlepiej powinienem sie wcale nie odzywać w obecności bo jak powiem coś nie tak to mnie zniszczy swoją reakcją i totalna zależność od tej wyższości.;/ I na tym budowałem pęd do związków. Teraz to mi sie nic nie chce
Z drugiej strony widzę furtkę - postrzegać kobiety na równi, łał, to coś nowego i fajnego
-
Ale tematy potrafią być zakorzenione. Kilka dni chodziłem nieprzytomny, dzisiaj znowu mi coś odpuściło. Chcę pociągnąć te same afki kolejny miesiąc, aż do pełnego skutku. Narazie wychodzą mi problemy z zaradnością, że jak zacznę żyć sam dla siebie to sobie nie poradzę. Choć czuję że trudniej sobie poradzić żyjąc dla innych, tak w rzeczywistości ;)))
-
Po dzisiejszej sesji tyle mi doszło afek w temacieże skomponował się mini dekret - uwalnianie od misjonarstwa + samoocena z tym związana. Zamieszczam ku inspiracji potomnych.
Bóg uwalnia mnie od odpowiedzialności za innych ludzi. Bóg ma dla mnie zawsze coś lepszego od odpowiedzialności za innych ludzi. Ja, Sebastian, rezygnuję z odpowiedzialności za innych ludzi na rzecz własnego szczęścia i spełnienia. Pozwalam innym ludziom żyć tak jak mają na to ochotę. Jestem z tym bezpieczny, niewinny i w porządku.
Jestem bezpieczny, niewinny i w porządku w relacji z jakimikolwiek ludźmi. Uwalniam się całkowicie od potrzeby i przymusu przejmowania się innymi ludźmi. Zasługuję i otwieram się na wszystko co dla mnie najlepsze i najwyższej jakości.
Jestem bezpieczny, niewinny i w porządku kiedy wyrażam siebie, swoje uczucia i emocje.
-
Nie da sie już edytowac więc piszę dalej - i w pracy dzisiaj czułem taki luz, związany z nieprzejmowaniem się wszystkimi dookoła - coś pięknego. Czuję że temat się przegryza już mocno.
-
Ja gdy puściłem potrzebę "ratowania świata" myślałem że będę miał już spokój ale ostatnio okazuje się że pojawił się temat na którym całe te misjonarstwo u mnie leży. Chodzi o nie akceptację wolnej woli. Mojej i innych. Drażni mnie to że nie mogę na nikogo wpłynąć, ale jeszcze bardziej drażni że nikt nie może wpłynąć na mnie, naprawić mnie. Cała zabawa teraz u mnie polega na tym że osoby które chciałyby mnie naprawiać i uszczęśliwiać nie mają czystych intencji, a te które mają czyste intencje i poukładane w głowach, po prostu nie mają zamiaru nikogo tak naprawdę naprawiać. W efekcie wkurzam się że muszę brać odpowiedzialność za siebie i samemu kierować moim rozwojem, no przynajmniej dopóki nie dopuszczę Boga do głosu, ale zrobienie tego też wymaga mojej własnej inicjatywy.
-
No, u mnie też to leży gdzieś u korzeni bo jak afirmuję że Pozwalam innym żyć tak jak mają ochotę to wywołuje to we mnie ogromne emocje, z kipiącą złością włącznie ;)))
-
Ostatnio dużo się zmienia - odpuszczam wieczny trans skupienia się na innych ludziach - przejawiał się on w ten sposób że nonstop coś czytałem o czymś, o kimś, co ktoś zrobił, co u kogo, sprawdzałem opisy na gg, czytałem facebooka - praktycznie cały wolny czas który siłą woli nie przekierowywałem na coś twórczego. I pierwszy raz od dawna przychodzę po pracy do mieszkania, nie włączam kompa tylko robię sobie spokojnie kolację, potem siedzę, gapię się w okno i czuję teraz pustkę ale też doceniam narastający spokój. Miałem kilka dni depresji ale wiem że to dobra baza do czegoś nowego.
Zauważyłem że moja pśka nie utożsamia zasługuję = jestem z czymś w porządku. Bo afirmuję że zasługuję i otwieram się na wszystko co najwyższej jakości i jakoś to nie chce trybić. Dzisiaj podczas sesji medytacyjnej z afirmacjami przypomniałem sobie jaki czuję się winny kiedy przyjmuję pieniądze jak klient w lokalu płaci duży rachunek, jak wtedy nie moge spojrzeć w oczy i dodałem z głupa "jestem bezpieczny, niewinny i w porządku kiedy przyjmuję wszystko co dla mnie dobre" - i zaczął się rozpuszczać jakiś duży blok na dole pleców. Dodaję to do dekretu. I widze że jest potrzeba zbudowania na nowo całego systemu wartości osobno do każdego pozytywnego aspektu życia
-
.... i teraz wychodzi mi intencja powstrzymywania innych ludzi przed iściem w górę?? Jak na karuzeli
-
Już wydawało mi się że temat całkiem puścił a tu dzisiaj przy czytaniu dekretu rozpacz i pomylone teksty że jak inni są szczęśliwi to wszystko jest na swoim miejscu i że jestem stworzony by poświęcać się innym.....
Dzisiaj pojawiła się we mnie wielka potrzeba przepracowania tego tematu całkiem do samego końca!
-
Ja mam np. taką fiksację, że jak rozpatruję, to co mogłabym robić zarobkowo, to musi być to związane z pomaganiem innym. Nawet w medytacjach na cel, sens istnienia mi coś podobnego wychodziło, że mam jakąś zdolność do pomagania ludziom we wzrastaniu, budzeniu się.
Do niedawna uważałam, że to jest ok.
Ale dopadły mnie wątpliwości.
I na ostatniej sesji regresingu, na samiutki koniec wylazło, że ja pomagam ludziom, bo Bóg ich olał. Bóg olał ludzi, zostawił ich samych sobie bez pomocy, nie odzywa się i ma ich w głębokim poważaniu, więc ja to będę robić zamiast niego :P
Fajna wkrętka, nie ma co. W sam raz na następną sesję :)
-
Też tak miałem - aż w końcu ruszyłem z biznesem w którym pomagam innym, ale nic nie zarobiłęm bo pś-ka się domagała żebym obniżył cen tak żeby to było półdarmo;)))) i ujawnia mi się ostatnio poczucie winy że godnie kasuję za wykonywane usługi (choć z drugiej strony cieszy że robię ogromną marże a przychodzą ludzie którzy kupują, są zadowoleni i jeszcze dziękują:)) )
-
To jest dokładnie ten problem. Przekonanie, że za pomaganie nie bierze się dużych pieniędzy, bo pomagasz tym, których na drogie usługi nie stać.
A pomoc dla tych, których stać, to już nie pomoc a biznes nastawiony na zarabianie, a to jest passee ;)
-
Warto by było na to spojrzeć z takiej strony, że jak się poświęcamy w taki sposób dla tych biednych, to tylko utwierdzamy ich w przekonaniu o tym, że rzeczywiście są w tak rozpaczliwej i beznadziejnej sytuacji, że im się ta pomoc należy, bo sami z siebie nie mogą nic. Można więc powiedzieć, że wspiera się w ten sposób ich mentalność biedaka i tkwienie w tym. Odmawiając im specjalnego traktowania, daje się im przynajmniej motywacje do ruszenia tyłka.
-
Clint piszesz pięknie i logicznie ale ta logika do mojej pśki nie przemawia - 2 miesiąc afek, pś mi ściemnia że już po sprawie, bo faktycznie jakaś warstwa odpuściła, a dzisiaj znowu jak afirmuję że Bóg uwalnia mnie od odpowiedzialności za innych ludzi, poczułem to jak można czuć dużo miłości na sercu tak bez żadnych intencji/podpięć do innych ludzi, i pśka stanowczo to odrzuciła bo atrakcyjniejsze jest wypruwanie sie z energii dla innych ;((((( mam ochotę się załamać albo biec!
A jak afirmuję że Bóg ma dla mnie zawsze coś lepszego od odpowiedzialności za innych to dla mnie jest to tożsame z zabraniem ode mnie wszelkich relacji i bycie jeszcze bardziej samotnym. Czy w moim zjebanym życiu przytrafi sie jeszcze coś miłego i dla mnie????
Mam tak dość wypruwania sobie flaków żeby wszyscy dookoła byli szczęśliwi;/ nawet jak próbuję myśleć o sobie to zaraz pomyślę o kimś kogo lubię a potem cała uwaga przekierowuje się na tą osobę i jej atrybuty, i jej szczęście itd. chciałbym mieć zdrowe silne ego, a to jest jakieś niewiadomo co, to co ja reprezentuję
-
Przejdzie CI. Może jeszcze za mało się tym zmęczyłeś? A może właśnie dochodzisz do szczytu zmęczenia?
-
Właśnie, Leszek dobrze pisze, Sebo ja tez miałam ze 2 tematy w zyciu co musiałam sie nimi do bólu zmęczyć i dopiero jak doszłam do granicy mojej wytrzymałości to powiedziałam :zjeżdżać
I to był przełom. Nie warto czekać na granice wytrzymałości, ale tobie chyba tylko to pomoże jak mi
-
Też potwierdzam, że zmęczenie tematem działa jak nic. Pś puszcza wtedy aż furczy.
Choć warto się przestawiać, by to jednak metoda marchewki była bardziej mobilizująca niż metoda kija.
-
Mi temat chyba już puścił na dobre, bo zamiast oświecać co po niektórych członków mojej rodziny, mam ochotę ich ....... za to wszystko co od nich dostałem...
-
Ja na ostatniej sesji nieźle się zdziwiłem. Zawsze świadomie uważałem(przynajmniej tak mi się wydawało), że każdy jest odpowiedzialny za siebie i każdy jest kowalem swojego losu. Miałem przekonanie, że ludzie są z natury egoistyczni i zawsze mają jakiś interes w tym co robią i uważałem że to jest ok. Strasznie nie lubiłem wszelkich misjonarzy, tych co uważają się za altruistów, którzy chcą się poświęcać dla innych. W ogóle tak jakoś wewnętrznie miałem przekonanie, że altruiści to najgorszy typ egoistów, zakłamanych oszustów.
No i właśnie ostatnio na sesji wylazło mi, że mocno blokuje mi wzrost samooceny i poczucia bezpieczeństwa silne przekonanie: że jestem odpowiedzialny za innych. Zacząłem dostrzegać, że pomimo swoich świadomych deklaracji, mam jakieś poczucie, że mam się poświęcać dla innych, że ode mnie zależy ich życie. Zauważyłem, że to jest przyczyną tego, że tak bardzo przejmuje się innymi, tym co o mnie pomyślą, że jestem tak niezdrowo tolerancyjny na innych i że próbuje dostosowywać się za wszelką cenę do innych.
W związku z tym porządnie wziąłem się za ten temat i wylazła mi tak wielka nienawiść i złość do misjonarzy i wzorców misjonarskiego funkcjonowania, że tak najchętniej to wziął bym tą całą chołotę misjonarską zebrał bym w jedno miejsce i pomógł bym im opuścić ten materialny świat raz i na zawsze. No po prostu sama miłość i życzliwość ;)
-
Przyszło do mnie, że osoby, które mają jeszcze jakieś misje, zobowiązania, zasilania innych, DDA zasilające innych (bo może być biorące DDA, ale to nie ten przypadek), gdy czują się nie w porządku nie spełniając tych warunków, nie powinny pracować z afirmacją "ja...(imię) jestem w porządku", bo może ona wzmacniać jeszcze przymus bycia w porządku wobec innych swoim kosztem. Afirmacja ta może też potęgować presje innych "no przecież masz być w porządku wobec mnie!" za wszelką cenę.
Zamiast tego powinno się pracować z afirmacją "jestem w porządku wobec siebie i bezpieczna".
Jeśli taka forma " w porządku wobec siebie" kojarzy się komuś z rozbudowywaniem ego, to warto w modlitwach oczyszczać intencje.
Afirmacja "jestem w porządku wobec siebie i innych" będzie miała taki sam efekt jak "jestem w porządku" ze względu na bycie w porządku wobec innych kosztem siebie, podświadomość stawia wtedy innych wyżej od siebie i to, że wobec nich ma być w porządku, niż siebie.
Np. Jestem w porządku wobec siebie i bezpieczna, i przejawiam coraz więcej radości, miłości, szczęścia.
Jestem w porządku wobec siebie i bezpieczna i zarabiam coraz więcej pieniędzy dla siebie.
Jestem w porządku wobec siebie i bezpieczna, i łatwo, lekko, z radością żyję.
Może się pojawić duża ulga, że już można być w porządku wobec siebie.
-
Sylvia
Zgadzam się w pełni:) I potwierdzam, że tak właśnie jest, bo pś takiej osoby zaczyna chciec się wykazać, że jest w porządku wg jej wyobrażeń i programów. Przerobiłam na sobie.
-
Sylvia, bardzo dziękuję za to co napisałaś. :)
-
Sylwia
Jestem w porządku wobec siebie i bezpieczna i zarabiam coraz więcej pieniędzy dla siebie.
aż mnie trzepło jak to przeczytałam!!!
dziękuję !
-
Sylwia
To bardzo ważne, co napisałaś o DDA. Kilka lat temu będąc na terapii grupowej DDA wyraźnie zauważyłam różnicę jakby w "rodzajach" DDA. Mocno rysowały się dwie grupy i w moim odczuciu miały one trochę wspólnych obciążeń, wzorców jednak zauważyłam zdecydowanie większą ilość wzorców, systemów zachowań zupełnie się od siebie różniących. Sama dla siebie określiłam to jako DDA bardziej "dawca" i DDA bardziej "biorca". Później również dość często zauważałam te różnice u DD'owców. Dlatego przykuło moją uwagę to co napisałaś w swoim poście.
Chodzi o to, że w związku z tym będą też różnice we wzorcach, obciązeniach do oczyszczenia - uzdrowienia. I zaciekawiło mnie to co napisałaś o innym podejściu, sposobie pisania afirmacji gdyż faktycznie podświadomość będzie zupełnie inaczej się transformowała przy takim podejściu. To też bardzo ważna informacja jak podejść do niektórych wzorców aby nie zrobić sobie "kuku" ;) Dziękuję za ten trop :)
Jeżeli byś miała czas i ochotę rozwinąć ten wątek o DDA zasilającym i DDA biorącym oraz róznicach we wzorczch, obciążeniach i możliwościach oczyszczania tego, to bardzo chętnie bym pogłębiła wiedzę na ten temat :) Tylko to już w wątku "Inspiracje i terapia dla DDA" :)
-
Hej :)
Niestety temat misji znów po paru latach do mnie wrócił, to chyba zbyt duże obciążenie dla mnie, żebym mógł na raz się od niego uwolnić.
Zna ktoś może jakiś fajny dekret na misje, ślubowanie Bodhisattwy, branie odpowiedzialność na siebie za innych ? Albo ma ktoś jeszcze jakieś fajne inspiracje, przemyślenia w tym temacie.
-
Bonkers,
temat misji jest trudny i pewnie dlatego jedno podejście to zdecydowanie za mało. Ja też sie od tego juz uwalniałam i też niedawno to do mnie wróciło chociaż trochę od innej strony.
U mnie to było tak, że najpierw trudno by mi zobaczyć u siebie misje, bo typowy misjonarz kojarzył mi się z kims kto namolnie wciska coś wszystkim wkoło podczas gdy oni nie chcą słuchać. Poza tym cechy misjonarskie sa w Polsce dość powszechne, więc czasem trudno zauważyc problem.
No ale jak juz zauważyłam to zaczęłam od poprzednich wcieleń, od odpowiedzialności za świat, od potrzeby służenia innym, od żałowania wszelkich biedactw. Zauważyłam jak nauczam ludzi u mnie w pracy, a oni owszem chętnie słuchają, ale i tak to nic nie zmienia w ich życiu.
I od tego się w większości uwolniłam.
A ostatnio to do mnie wróciło w relacjach z najbliższą mi osobą, czyli córką. Trudno zauważyć coś takiego w relacji z dzieckiem, może łatwiej w relacjach partnerskich. Ta odpowiedzialność za innych, za ich szczęście, za spełnianie ich potrzeb. Długo tego nie widziałam. A moja córka stawała sie coraz bardziej roszczeniowa. Myśle, że podświadomie chciała mi to pokazać. Ale ja nie chciałam tego widzieć. Dopiero jak wzięłysmy sobie psa i zaczęłam padac na pysk obsługując ja, psa i kota to się kapnęłam, ze coś jest nie tak. Że nawet pies jest ważniejszy ode mnie. Że nawet psa chcę uszczęśliwić.
I że zamiast szukać gdzieś daleko w poprzednich wcieleniach powinnam sie zająć tym co jest teraz, tym co sie pojawia w moim życiu.
Uświadomiłam sobie, że wcześniej nie mogłam tego puścić, bo moja samoocena była zbyt niska żeby to zobaczyć. Wyszło to dopiero jak ja sporo podniosłam.
Bo misjonarz ma bardzo niską samoocenę, a intencją pomagania jest podwyższenie sobie samooceny poprzez pomaganie. Pomaganie pomaga czuć się lepszym. Oczywiście każdy prawdziwy misjonarz zaprzeczy. Powie, że inni go potrzebują badź,że musi albo nie ma innego wyjścia. Albo ze szczerego serca... Może być ze szczerego serca, ale gdy jest to własnym kosztem to ja nie uwierzę w te szczere intencje.
Misjonarz ma skrzywione relacje. Nie może być tu mowy o partnerstwie.
Misjonarz nie widzi siebie. Widzi tylko otoczenie. Wie że jest, ale się nie widzi, pomija swoje potrzeby. Często wręcz cudze potrzeby może uznawać za własne.
I dlatego moim zdaniem w uwalnianiu od misji należy skupić się na ciągłym podnoszeniu samooceny.
I uświadomieniu sobie, ze : Ja jestem moim życiem. Nie inni, tylko ja. Ja jestem.
U mnie to podziałało. Jak miałam niziutka samoocenę to czytałam o misjonarstwie i wiele wiedziałam, ale nie brałam tego aż tak do siebie, wiele rzeczy nie dostrzegałam.
Jak podniosłam samoocenę to poczułam silną potrzebę żeby to z siebie zrzucić i uwolnić się od tego. Zając się sobą. Uznać swoja ważność. Opory gdzieś się ulotniły.
Zresztą to wogóle jest regułą, że przy wysokiej samoocenie łatwiej sie uwalnia. Im wyższa samoocena tym mniejsze opory przed dostrzeżeniem swojego cienia. Tym łatwiej jest byc ze sobą szczerym.
I jeszcze mi sie przypomniała, że warto sobie uświadomić do czego misjonarz używa innych ludzi oprócz podnoszenia swojej samooceny.
Do tego aby sobie dokopać. I żeby utwierdzić się w swojej bezsilności. Bo każda próba brania odpowiedzialności za innych, próba ich zmiany skazana jest na klęskę. A wszelkie starania zaspokojenia wszelkich potrzeb otoczenia - otoczenie bezlitośnie wykorzystuje. Pozostaje żal, frustracja, bezsilność.
I coraz większe żądania od otoczenia.
Już nie wystarczy, żebyś spełniał życzenia, za moment otoczenie zażąda, żebyś je w podskokach spełniał, a za jakiś czas żebyś jeszcze przy tym żonglował talerzami.
Takie są moje doświadczenia i przemyślenia.
-
Oj tak Lilliole i dobrze jest przy każdej przysłudze nauczyć się pytać głośno innych i siebie "A co ja z tego będę miała ?" Takie przerysowanie interesowności, gdy bezinteresowność już masz obcykaną. :D
-
No to jeszcze ja się dorzucę ;)
Tak, jak napisała Lilliole, pomaganie bardzo często ma ukryty aspekt dowartościowania się przez bycie komuś potrzebnym. Tak, jakby istnienie dla samego siebie nie miało sensu. Odpuszczam sobie to od jakiegoś czasu, razem z wzorcami DDD i efekty są takie, że czasem pozostaje mi tylko rozdziawić buzię ze zdziwienia, że doświadczanie tak ogromnej życzliwości i wsparcia w ogóle jest możliwe. Podwyżka? Proszę bardzo. Pomoc? Proszę bardzo. Potrzebna informacja? Ależ już, natychmiast! A może ktoś do towarzystwa? Nie ma sprawy :)
A do tego nagle ludzie CHCĄ słuchać tego, co ma się do powiedzenia, są za to wdzięczni i często decydują się na zmianę swojego zachowania.
Kluczem do tego było uświadomienie sobie braku rzeczywistej akceptacji. Zarówno dla siebie samej, jak i dla innych. Teraz ta akceptacja i świadomość siebie wzrasta. Tak, jak i tolerancja dla różnorodności we wszechświecie. Nie ma presji, nie ma intencji zmiany kogoś czy czegoś w oderwaniu od stanu faktycznego. Pozostaje WSPÓŁistnienie na najbardziej korzystnych dla WSZYSTKIEGO warunkach.
-
Karina :D
uwielbiam Twoja bezpośredniość!
JenKa,
Super! Fajnie otworzyć się na przyjmowanie! Bardzo inspirujące to co napisałaś.
-
Przeczytałem : ,,PRZEMOCY" , a nie pomocy .
-
Lilliole,
I jeszcze mi sie przypomniała, że warto sobie uświadomić do czego misjonarz używa innych ludzi oprócz podnoszenia swojej samooceny.
Do tego aby sobie dokopać. I żeby utwierdzić się w swojej bezsilności.
Bo każda próba brania odpowiedzialności za innych, próba ich zmiany skazana jest na klęskę.
A wszelkie starania zaspokojenia wszelkich potrzeb otoczenia - otoczenie bezlitośnie wykorzystuje.
Pozostaje żal, frustracja, bezsilność.
I coraz większe żądania od otoczenia.
Już nie wystarczy, żebyś spełniał życzenia, za moment otoczenie zażąda, żebyś je w podskokach spełniał, a za jakiś czas żebyś jeszcze przy tym żonglował talerzami.
Samo sedno.
Właśnie to przerabiam . A spowodowane to jest niszczącymi działaniami strzygi wymierzonymi w nas jako rodzinkę. Jej bezwzględnością.
Cierpimy .
-
Tess,
przede wszystkim jest jakiś ku temu powód - to po pierwsze. Jaki? To już na pewno ktoś z Was wie. Może nawet Ty sama?
-
Tess - jak rozpoznałaś strzygę i nabrałaś pewności że to własnie ta osoba wam szkodzi ?
-
Właśnie to przerabiam . A spowodowane to jest niszczącymi działaniami strzygi wymierzonymi w nas jako rodzinkę. Jej bezwzględnością.
Cierpimy.
Tess,
wspieram
wierzę, że znajdziecie rozwiązanie, żeby się uwolnić
-
Lilliole - dziekuję :)
Kornel,
kilka osób zdiagnozowało ja na podstawie zdjecia. A zachowanie strzyg ? Radość lub brak emocji przy zadawaniu cierpienia.
JenKa,
No tak. Ja juz wiem. I jest to przykre i skomplikowane.
Przede wszystkim ( oprócz molestowania swoich własnych dzieci ) strzyga chciała zabić mojego syna. Rzuciła sie na niego z nożem. Pijana w 4 d... obiecała , ze nocy nie przeżyje.
Dopiero co urodziła dzieciatko. Trzeba było jechać na badanie czy niemowlę ma zawartość alkoholu we krwi - karmiła sporadycznie. Sama mamusia miała 1,6 promila.
Dzieci zostały jej zabrane. Syn sie nimi zajmuje. Ma odpowiedzialne stanowisko. Sam robi wszystkie zakupy.
Zna rozmiar ubrań i butków całej trójeczki. W tym niemowlaczka. Pieluchy etc.
A propos niemowlęcia, dlaczego jest :)
Bo przy trzecim dziecku miała sie poprawić :((
Jezu !
W kazdym razie rozprawy w toku.
Ale jest coś.
Mianowicie to co sie wydarzyło POTEM , to jest dla mnie szok.
Otóż okazuje się, że czasami jest tak, że ratowani wcale nie chca być ratowani !
I ZWRACAJĄ SIE PRZECIW RATUJACEMU !
I że jeżeli ludzi zaskoczy nadmiar problemów i nie radzą sobie z nimi (strzyga ma prawo widywać dzieci do rozpraw, więc przyłazi, podszczuwa dzieci, manipuluje i zionie jadem), wtenczas robią tzw przeniesienie.
Przenoszą winę na surprise, surprise, ratującego.
NIE PODCHODZI SIĘ DO PSA UWIĄZANEGO DO ŁAŃCUCHA !
Bo może sie okazać, że jest przywiązany emocjonalnie do tegoż łańcucha.
:(((
-
Oj jak dobrze , że przypominacie podstawy. Czasami zakręcimy się i o ile nie ma przysłowiowego kija , zapominamy , ze co jakiś czas trzeba wracać do podstaw, nie czekając na ów kij. Od razu mnie zmobilizowałyście . Dziękuję wszystkim. A z innej beczki odkryłam- tj moja pś , że fantastycznie działa codzienne dziękowanie Stwórcy . Taka stara " dziecięca modlitwa w stylu "Aniele Boży.stróżu mój...". Pięknie łączy nasze serce ze Stwórca.Pozdr
-
Czasami zakręcimy się i o ile nie ma przysłowiowego kija , zapominamy , ze co jakiś czas trzeba wracać do podstaw, nie czekając na ów kij.
balbina :)
Ja tez tak uważam. Poza tym im dłużej zajmuje sie rozwojem tym bardziej uważam, ze podstawy są najważniejsze.
-
Tess - wychodzi na to że ta strzyga to Twoja synowa. Masakra...
Najgorsze w tym wszystkim jest to ze dzieci będą się wychowywać bez matki , malo tego , w przyszłości też może je buntować przeciwko ojcu , babci etc.
Czy Twój syn tez jest w temacie duchowości ? Bo wszystko musiało mieć swoją przyczynę...
-
Tess.
Nie chciałbym być odebrana że się wtrącam, bo widać że cierpisz. Ale ponieważ Kornel rozkłapał dziób, to chcę ci tylko powiedzieć że cię wspieram. Wiem choć wierz mi,że wolałbym nie wiedzieć co to znaczy strzyga pod jednym dachem. Jedyne co natychmiast trzeba zrobić to za wszelką cenę pozbyć się fizycznie z jej obecności, ale tu jesteś na dobrej drodze. Po 2-gie stanąć do walki o swoje stado.Pamiętać że to czego się boimy wzrasta. I parę dni temu przerabiałam podstawy,które podsunęłyście w tym wątku i całe szczęście, że to zrobiłam, bo pomysły PŚ trzeba było biegusiem puścić z dymem.Wtedy dopiero mi odpuściło, na jak długo to się okaże, będę czujna, więc odpuściło mi dopiero kiedy zrozumiałam, że każdy ma swoją drogę do Boga. I ja nie mam prawa się w to wtrącać i pouczać innych, bo to ich tylko osłabia. Jakbym nie wierzyła, że sami sobie poradzą.Są tak samo blisko Boga jak ja i każdy człowiek. Bo Bóg zawsze zostawia nam możliwości o jakie się nie podejrzewamy, tylko stękamy, że nas opuścił. Nic bardziej mylnego. Tak może myśleć tylko odpowiednio już gotowe pisklę, które rodzic wyrzuca z gniazda. Jak inaczej miałoby nauczyć się latać? Pozdro :)
-
Tess.
Kornel rozkłapał dziób
?????????????????? że co ???
Na tym forum piszemy z poszanowaniem innych userów proszę Pani. A uliczne idiomy uzywamy sobie w domciu.
-
Przewrażliwienie to tutaj na porządku dziennym. Ja się zastanawiam czy w ogóle ma sens nazywać forum skoro do każdego trzeba bułkę przez bibułkę żeby czasem jakieś czyjeś Ego nie poczuło się urażone.Nieważne jaką treść piszesz,ważne żeby było ą,ę.... To schizofreniczne.Właściwie to w jaki sposób Pan Kornel napisał jest niegrzeczne i napastliwe i to ja mam prawo czuć się urażone,ale chromolę to i wyjaśnię. To było oczywiste że Tess pisze o synowej. Podziwiam ją za otwartość,że była w stanie o tym napisać na publicznym forum. Jej post krzyczy bólem. Nie wydaje mi się za taktowne pisanie o tym bez jakiejś rady, empatii. Ten post proszę Pana był tylko stwierdzeniem faktów, które są dla Tess boleśnie oczywiste.... Kolejna osoba która czuje się obrażona w poście który jej nie dotyczy,myślę że jasno wytłumaczyłam dlaczego. Jeszcze ile emocji w tym poście proszę Pana.(liczne zapytania,uliczne idiomy)....Jestem zniesmaczona.Takie forum przestaje być autentyczne. Nie warto tu się w ogóle odzywać
-
No comment.
A ruscy by powiedzieli szkoda howoryty.
-
Ukraińcy Pan Zaawansowany.
-
Właśnie się uwalniałam przy okazji uwalniania się od ślubowań pomocy i oświecania innych -od przyzwalania na atakowanie mnie , pisałam o tym w wątku "Kącik Oczyszczania". Teraz sobie poczytałam więcej mądrości , bo przyznaję forum czytałam wybiórczo , czyli Leszka i przy okazji czasami zajrzałam w inne wątki...I ja próbowałam Pewnej Pani coś tłumaczyć. Losie , chyba mnie pogięło na wszystkie strony.....(uciekam z wrzaskiem!!!). Ciao :)
-
balbina,
Dziękuję za wsparcie.
Kornel,
To istotnie sytuacja nie do pozazdroszczenia.
A to, ze dzieci będą sie wychowywać bez matki to w tym przypadku najlepsza rzecz jaka sie mogła im przydarzyć. I mam nadzieję, że nie bedzie miała okazji do szczucia ich na mnie czy syna.
Ma być osądzona !
A tam sie już nią zajmą !
Rzecz tylko w tym, żeby to karmicznie dobrze rozegrać.
Bo Ania Atras dała mi kiedys taką rozpiskę- tabelkę, z której wynikało, że my sie tak bujamy już od wcieleń.
Nie wierzyłam wtedy, nie dowierzałam , jak tak tabelką z programu komputerowego można to ująć. To nie może być takie proste. A jednak z biegiem czasu okazywało sie coraz bardziej prawdziwe.
Ona - strzyga - mnie wielokrotnie, w poprzednich wcieleniach, już załatwiała czarną magią.
Ja ją magią rzadziej za to częściej ot tak "normalnie". Bo nie wytrzymywałam.
( teraz już mi też "zlecenie" na myśl przychodziło ;) )
Dlatego też teraz próbowałam już różnych wariantów z Bogiem i jego Światłem w tle.
Np powierzałam Bogu otoczenie jej Jego Miłością i Światłem, jak kokonem tak, żeby wszystko co od niej by wychodziło, przechodziło by przez ten kokon jak przez filtr. Inspiracja przyszła po rozmowie z Leszkiem, że czym można strzygę unieszkodliwić ? .... Światłem....
No to POWIERZYŁAM DOBREMU BOGU.
na zasadzie, że jeżeli tak ma być to Bóg to sprawi. A jeżeli nie to sie tak nie stanie.
No harm done.
Tymczasem niespodzianka !
Strzyga "zdobrzała" !
To było już w tym roku. Miała byc namierzona, a więc zła. A tu, cholera jasna, szyki się ogólnie popier....ły.
Potem Leszek 'dojaśnił', że owszem światłem to można ją traktować, ale PO , jak już 'zmieni wymiar'.
Tylko, że ja takimi sprawami sie nie zajmuję ! Od tego jest egzorcysta. I to nie kazdy ma chęć w to wchodzić.
Potem 'odkręcałam; na ile się dało. I już więcej nie wymyślałam.
Raczej modliłam sie . Powierzałam sprawy Bogu. I czekałam na rezultaty.
Ale jest ciężko. Bardzo ciężko.
I gdyby nie to, że wierzę w reinkarnację, w prawo karmy, prawo łaski, no i najważniejsze w Miłość i Potęgę Dobrego Boga - to bym już chyba z bólu zwariowała.
Wychowałam - sama - dwoje pieknych dzieci.
Było bardzo ciężko chwilami ( testament już też kiedyś napisałam - operacja ).
A tu okazuje się, że jedno z tych madrych, przedsiebiorczych dzieci, uwikłało się w relację ze strzygą.
A sprytne to cholerstwo jak nie wiem ! Grać na emocjach umie jak rzadko kto.
Ostrzegam przed strzygami ! Czerpią energię z walki. To ich żywioł. To je napędza. I z cierpienia innych istot.
Tak, że walcząc z nimi można sie wykończyć .
Dlatego ten pomysł ze światłem i Miłością Boga.
Ale widać sugestie i pomysły powstałe pod ich wpływem, mogą być ...nietrafione.
Robiłam - i robię - też modlitwy powierzające Bogu jak najkorzystniejsze rozwiązanie całej sprawy.
I CZEKAM :)
Ufnie.
Praktycznie ostatnie 10 lat to zajmowanie sie strzygą i jej 'pomysłami'. Horror. Zresztą to cholerstwo uwielbia horrory. Pasjami jej ogląda !
Kompletnie zaniedbałam moje sprawy, moje życie - w tym uczuciowe. Po prostu nie miałam na to czasu ani ochoty. Okazji nie brakowało.
Ale ... to nie był ten czas. Należało zająć sie poważniejszą sprawą.
Tym bardziej że ....zasugerowano mi, że strzyga jest prawdopodobnie mojej 'produkcji'.
I że synowi to blokowało poznanie jego ...połówki :(
Jako dobra matka nie chciałam stać na drodze do szczęścia swojemu, ukochanemu dziecku. I skoro to 'moja wina' - to trzeba było sie tym zająć.
Tylko tak jakoś ostatnio przypomniało mi się, że te połówki to pic na wodę i fotomontaż !
Ileż to już połówek niejeden znany guru miał przy sobie !
And ?
Well ?
Trzeba sobie dokładnie okreslić co sie ma na myśli, kiedy sie mówi związek z połówką .
A dopiero potem sugerować winę.
Kiedy strzyga napadła na syna z nożem tamtej nocy, po dokonaniu calej procedury : policja, szpital, etc., było około 2 w nocy kiedy syn ... zaczął pisać afirmacje zalecane mu przez Leszka. Zasugerowałam mu, żeby lepiej położył sie spać ( ja w tej nocy u nich byłam, coby pomóc pilnować, bo ta menda nie spasowała całą noc ! ), bo rano do pracy przecież idzie,a on tak jakoś przeraźliwie smutno na mnie popatrzył i powiedział :"mama, teraz już tylko Bóg".
I pisał dalej. Bez kolumny reakcji. Jak autohipnozę. Pisał i pisał. Do 3 .
Rano o 6 wstał. Wyprasował sobie koszulę i ... poszedł do pracy.
Nie chciałam mu zabierać nadziei na to, że to pisanie może mu pomóc.
Ja w nie nie wierzę. Uważam to za autohipnozę. Oraz przyklepywanie problemu.
Ale skoro to mu daje nadzieję - nie mam sumienia mu jej odebrać.
Myślę tylko, że wyraźnie należy ludziom powiedzieć, czy i jak stosować pewne metody.
Bo czasami wystarczy modlitwa. AKT STRZELISTY. Czy powierzenie sprawy Bogu.
Mam jeszcze wiele do powiedzenia ale ... na razie tyle.
-
Tess - z dziękuję za Twój opis. Wiele dał mi do myślenia. W moim otoczeniu też jest taka osoba. I też w wielu poprzednich inkarnacjach się spotykaliśmy.
Tylko ...czy można wierzyć ludziom zajmującym się zaglądaniem w przeszłe życia ludzi ?
Jakoś mnie nie zachęca takie info bo jest nieweryfikowalne.
W moim paprykarzowym mieście też jest taka pani Ania. Nie pamiętam nazwiska. Też się tym zajmuje. Byłem raz , byli inni. Sprzeczne wypowiedzi. Potem byłem na spotkaniu w którym ona jako medium niby pozwoliła energii zmarłego dawno mędrca wypowiadać się -korzystając z jej ciała.
Nawet jeżeli to było autentyczne to wpuszczając do swojej energetyki obcą istotę w dodatku bez mozliwości sprawdzenia kto własciwe chce tam wejść może dać się zawładnąć komuś z ciemnego astralu. I przez to Jej diagnozy sprawią więcej zamętu i szkód. Co ciemnym jest zresztą na rękę.