Pozytywne Inspiracje
Forum => Rozwój Duchowy => Wątek zaczęty przez: aster w 2014-06-24, 21:34:37
-
<Człowiek nie wymyślił jeszcze niczego, czego nie byłoby w przyrodzie. >
Ciemne siły robią wszystko, aby w człowieku wyhodować trwale niskie płciowe pobudki, po to, żeby nie dać możliwości poznania błogości. One wszystkimi możliwymi sposobami wmawiają nam, ze przyjemność można z łatwością otrzymać, myśląc o zadowoleniu, a nie błogości. Jak widać ze skutkiem, gdyż powielane informacje tejże krążą niczym muchy oblepiając galaretą tychże niskich pobudek umysły ludzkie, które chociaż nieznacznie o tę galaretę miałkości się otrą.
Żadna kobieta nie może zatrzymać mężczyzny na stałe albo zachować jego stałości seksualnej, jeśli pozwoli sobie na oddanie się mężczyźnie tylko po to, aby zaspokoić swoje żądze. Biedne, oszukane przez ciemne siły kobiety nie wiedzą o tym, że przez całe życie tylko cierpią, poszukując intuicyjnie zagubionej błogości.
Bez błogości, wszelkie teoryjki o obopólnym zadowoleniu partnerskim, są iluzją współżycia, fałszem i umownie zaakceptowanym przez rzesze ludzi kłamstwem. Dlatego kobieta wyhodowana na takiej galarecie staje się obłudnicą, niezależnie od tego, czy zawiera z danym mężczyzną ( podobnie wyhodowanym ) małżeństwo, czy też nie. Ile przepisów i uwarunkowań, tak kościelnych, jak i świeckich, nawymyślało społeczeństwo, aby sztucznie wzmocnić ten nieprawdziwy związek. Wszystko nadaremno.
Przepisy i recepty ciemnych sił "na szczęście obojga" zmuszają człowieka do gry, podporządkują go sobie i stwarzają wrażenie istnienia prawdziwego związku.
„Ten kto patrzy na kobietę z pożądaniem, ten już cudzołoży w sercu swoim”- przypadek? Czy nie w ten sposób wprowadza się bestię? :) Społeczeństwo tez ma w tym spory udział. Czyż nie piętnuje się osoby porzucającej rodziny?
Nigdy na przestrzeni czasu nie znajdziesz sytuacji, w której powstrzymywałoby człowieka do intuicyjnego poszukiwania upragnionej miłości, bezkresnego zadowolenia, poprzez uczucie błogości. Fałszywy związek jest straszny! Dzieci najintensywniej odczuwają sztuczność i fałsz takiego związku, poddają w wątpliwość wszystko, co mówią rodzice. Który człowiek chciałby przyjść na świat jako plon niskich pobudek i zabaw? Każdy, dokładnie każdy ( bez wyjątku) chciałby być stworzony w wielkim przypływie miłości.
Kobieta i mężczyzna, wstąpiwszy w fałszywy i obłudny związek, na pewno będą zmuszeni w odpowiednim czasie do poszukiwania prawdziwego zadowolenia, potajemnie ukrywając się jedno przed drugim. Będą szukać nadal nowych ofiar (powtarzać utrwalone wzorce) , skazując przy tym siebie na codzienną nudę przypadkowych kontaktów seksualnych, rozumiejąc przy tym intuicyjnie, że oddalają się coraz bardziej od upragnionej błogości. Pożądanie (niskie pobudki) odwodzi człowieka od istoty, niszczy rodziny, odchodzi donikąd ogromna ilość energii. Społeczeństwo nie jest głupie, to ciemnota silnie działa na umysły ludzkie. Ciemne siły najczęściej działają przez kobiety, wykorzystując ich fizyczny urok. Mężczyzna jest twórcą (kreatorem), kobieta odbiciem wszechświata- "lustro-bramą".
Błogość obdziera mężczyznę z najcięższego, pierwotnego grzechu: PYCHY, ściąga z jego oczu zaćmę iluzorycznej rzeczywistości przywracając mu widzenie w prawdzie. Nigdy już nie sięgnie po kobietę w pożądaniu, stanie się one dla niego obrzydliwe. Poprzez błogość dusza przypomni mu, czym jest miłość, a jak straszne jest dla obojga pożądanie, ile z tego w dalszej konsekwencji pokoleniowej niedoli. Rolą kobiety jest bezbolesny poród, bez porodowej traumy, bez strachu przed jutrem, bez strachu o losy swego potomstwa. Rola prawdziwego mężczyzny to absolutne szczęście kobiety w błogości i na odwrót, aby nie rządziła w ich intymności pycha, coś, co rodzi ból w kobiecie.
Pycha- być ponad. W stworzeniu nie istnieje podgatunek. Istnieje tylko wspólny cel: nowe stworzenie.
Poczęcie w błogości sprawia, że organizm nie jest w stanie wytworzyć przy narodzinach bólu. To "umowa wiązana". Od poczęcia do porodu. Błogość- jedyne wspólne pragnienie na początku ich wspólnego początku w cielesności.
Życie samo w sobie kieruje się prostymi zasadami. Wszystkie wysiłki ciemnoty idą w kierunku, aby zagmatwać te zasady do tego stopnia, aby nikt tych prostych zasad nie ogarnął, wszystkie zasady poddawał licznym wątpliwościom, zaciemniając ich prostotę.
Korzenie człowieka powinni zapewnić rodzice, poprzez miejsce narodzin swojego potomka, w którym dziecko ma największą łączność ze źródłem (nie ważne, co mam po tą nazwą obecnie na myśli, istotna jest łączność). Szpitale raczej (a nawet na pewno) w tym nie pomagają, bowiem następują zakłócenia źródeł, jest to oderwanie od korzeni. Ludzie i drzewa mają wspólne przeznaczenie w cyklu życia, uzupełniają się. Tam, gdzie spadnie ziarno, tam rośnie drzewo, wybiera dla siebie najlepszą lokalizację do przetrwania. Przesadzenie go, jest oderwaniem od pierwotnego źródła, będzie rosło, ale już nie z takim potencjałem. Człowiek podobnie- oderwany od źródła nie może znaleźć dogodnej lokalizacji na rozwój, szuka po omacku próbując zakorzenić się w nieznanym sobie źródle. Dziecko oderwane za szybko od rodziców przez szkoły i inne instytucje (obce środowisko), ma podobnie.
Sedno problemu ludzkości: zło zapragnęło wiedzy Boga, poznać jego plan stworzenia, szczegół po szczególe, aby móc tworzyć lepiej, niż ON (pycha pochodząca od zła, być ponad Bogiem). Wykorzystało do swoich celów stworzenia Boga, aby przez nie tego się dowiedzieć (pożądanie- wiedzieć to, co wie Bóg, odebrać mu jego chwalę). Skoro dzieci Boga skażone są pożądaniem i pychą, to po co pukać codziennie do Boga (skoro i tak nie ujawni tego, czego pożąda zło), przecież jego dzieci codziennie wpadają w stany pychy i pożądania: kroją, członkują, badają pod mikroskopem jego żywe twory, eksperymentują na nich w dowolnych konfiguracjach, genetycznie modyfikują-> tworzą nauki o psychice człowieka, jego emocjach, świadomości, podświadomości i nadświadomości-> nauki wchodzące w obszary snów (rzeczywistość wolnego ducha, której człowiek w sposób świadomy nie nauczył się kontrolować, a kontroluje zło, które w snach ludziom wciska swoje programy)-> tworzą teorie o centrach energetycznych (mapa lokalizacyjna do ataków energetycznych dla wszelkich aspirantów do bycia ponad), gwałcą umysły i ciała, rozpętują wojny i konflikty, degradują naturę, mielą zwierzęta na papkę, napędzają machinę wiedzy pożądanej (i nie pożądanej jednocześnie)...itd...wiedza ta, sama z siebie dostarczana jest tam, gdzie zło chce. ;) „Lucyfer- pan światła was oświeci”.
Bez rozgrzeszenia nie ma wybaczenia, ale przynajmniej wiemy, że po wybaczeniu następuje punkt zwrotny. Kara nie trwa wiecznie, trwa do momentu wybaczenia.
Skoro w Biblii jabłko (jako symbol grzechu pierworodnego) wskazuje na pożądanie i pychę, z której rodzi się wiedza niepożądana, absurdem jest nałożenie dokładnie takiej samej kary, co zawierało same jabłko- fałszowanie i niespójność przekazów Biblii (np.: ukradniesz samochód, dostaniesz jako karę drugi samochód? a potem w ramach tejże kary samochody będą dostawać dalsze pokolenia :D): „ ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą”- czyli ona ma być pożądaniem (macie tą swoją wymyśloną bestię w kobiecie :D), on pychą. I dlaczego w życiu jest na odwrót, ona często jest pychą, on pożądaniem i dlaczego w kwestii pożądania Jezus zwracał się bezpośrednio do mężczyzn, a nie kobiet? A co się stanie, gdy kobieta nie przyjmie do siebie pożądania, a mężczyzna pychy i na odwrót? Nastąpi punkt zwrotny?
Od kiedy mogliśmy wrócić do stanu błogości, a nie wracamy na własne i tylko własne życzenie?
Współczesna technika jest tak zaawansowana, iż w ogromnym stopniu zakłóca subtelne powiązania i drogi komunikacyjne (zawładnęła eterem). W takim otoczeniu nikt nie ma szans na jakikolwiek kontakt, gdyż myśl Boga jest zbyt szybka w stosunku do ociężałej myśli człowieka. To tak, jakby żółw startował w maratonie z rakietą. W technicznym świecie człowiek zamiast uczyć się przyśpieszać myśl, dostosowuje się do systemów technicznych, które myślą za niego. W ten sposób jeszcze bardziej jego umysł staje się otępiały i ociężały w myśleniu. Gdy dodamy do tego wszędobylskie media (hipnotyczne programatory), które swoją informatyczną papką pochłaniają ogrom czasu, programując gotowymi receptami na wszystko, ten przestaje kompletnie samodzielnie myśleć, staje się współczesnym „inteligento- durniem”, chodzącym ludzkim telewizorem, który nastawiony jest tylko na odbiór, nadawanie i przetwarzanie informacji, czyli posiada ogrom informacji (większość zbędnych i fałszywych), z którymi nic nie potrafi sensownego zrobić- ciemne siły i tak myślą szybciej od niego. I taki „zaprogamowany” człowiek modli się, medytuje, rozwija się duchowo itd...ale co z tego, skoro wszystkie jego myśli zawieszą się w obszarze, w którym szybsza myśl ciemnych sił utworzyła barierę (coś jak ściana), przez którą może się przebić tylko myśl szybsza od myśli zła, dlatego zło wie o nas wszystko, zna wszystkie nasze słabe punkty, a my o nim wiemy niewiele.
Zważywszy, że zło od początku zaciemnia stare księgi, próbuje je przekształcać na swoje potrzeby, aby rozmydlić prawdziwy obraz tego, co powinnyśmy wiedzieć dla swojego rozwoju, skala informacji zła jest mocno przeważająca, niż skala technicznego człowieka. W tym środowisku ludzie wrażliwi odczuwają obecność obok siebie sił pomocnych (mogą być to legendarne anioły stróżujące, duchy opiekuńcze, coś o czym jeszcze nie wiemy), albo zwyczajnie bawi się nami zło (geniusz iluzji), udając dobro, pociągając nas za sznureczki (tu trochę pogłaszcze, tam nieco pociągnie za smycz), aby ofiara nie urwała się z nici manipulacji (systemu nagród i kar, pochwał i nagan, wywyższeń i upodleń). Zważywszy, że drobne grzeszki to tylko niteczki, tak pychę i pożądanie można porównać do lin okrętowych. Jak powiązany takimi linami ze złem człowiek może komunikować się z Bogiem? Nie ma na to żadnych szans. Rozmawiając z Bogiem, rozmawia z „bogiem”. Jeśli ktoś w takich warunkach bytowych twierdzi, że porozumiewa się z Bogiem, to kłamie, tylko ciemnotę z ciemnych sił innym wciska. Człowiek uwiązany nie może porozumiewać się Bogiem, ale Bóg tak. Jego myśl jest najszybsza, przebije się tam, gdzie chce, kwestia tylko, czy ociężała myśl człowieka jest w stanie tę myśl przetworzyć, na formę dla siebie zrozumiałą. Bez translatora w obu kierunkach nie da rady, musi istnieć „tłumacz” lub możliwość nauki, która przyspieszy myśl ludzką.
W warunkach technicznych człowiek nie może nauczyć się przyspieszać myśli, nie tylko ze względu na zakłócania naturalnych pól elektromagnetycznych człowieka i otoczenia. Ludzie energetyczni doskonale wiedzą, jak skaczą na półkach i trzeszczą min. dowody osobiste z chipami na półkach- lokalizatory zła. W tych warunkach człowiek nawet nie przekroczy poziomu centrum siły, zatrzyma się w rozwoju na drugim centrum energetycznym- genitalnym. Będzie jedynie bardziej witalny od normy przeciętnej, kreatywniejszy. Nie otrzyma siły wewnętrzno- energetycznej, która przebija blokady nałożone przez siły ciemności. Człowiek powinien wrócić do ziemi, Edenu, natury i stworzeń Boga, nie tkwić uparcie w technicznych tworach zła. Pić żywą wodę, nie martwą, jak obecnie. Zło nie może rządzić naturą- ona nie jest skażona pychą i pożądaniem, jest czysta w intencjach, pomysłach i zamiarach (nie jest napiętnowana tworem umysłu ludzkiego pochodzenia- ego), czyni to wyłącznie przez człowieka, który w ciemnocie swej niszczy komunikację między człowiekiem, a Bogiem. Drzewa to zbiorniki informacji dla stworzeń w naturze. Rola zwierząt wytyczona jest już od czasów pierwszego człowieka na Ziemi. Wszystkie żywe stworzenia powstały, aby służyć człowiekowi, lecz nie jako powszechny, martwy baleron na stole, czy parówka. Jedzenia nigdy nie zabraknie, głód jest sztucznie generowany przez ciemne siły, które wzbudzają popęd do gromadzenia, poprzez zjawisko niedosytu. Czy jesteśmy w stanie zjeść ukochanego psa, kota itd.? I tak dochodzimy do sedna. Człowiek może kontaktować się z Bogiem, nie bezpośrednio (nie ten czas, nie ten rozwój), ale poprzez naturę (przez jego Wielkie Stworzenie), będąc jej integralną częścią, która na drodze pracy z nią i tylko poprzez nią (tak jak chciał Bóg tworząc pierwszego człowieka) ujawni mu informacje nie zapisane w żadnych księgach, ponieważ wszystkie księgi ciemne siły dawno zlustrowały, od pierwszej literki do ostatniej.
Medytacje drogą donikąd. Budda (narodzone dziecko w błogości i poprzez nią) nie wróci do statusu wstecznego Siddharthy. **** Człowiek otrzymuje wszystko, co dla niego jest indywidualne w planie stworzenia od dnia narodzin.
-
A co proponujesz ZAMIAST medytacji?
-
Na mój gust trochę dużo w tym tekście zagmatwanych idei, ograniczających przekonań i wyobrażeń, już sam początek ciekawy , bo ja myślałem że popęd seksualny jest naturalny i odzwierzęcy, a tu nagle źródłem tego jest ciemna siła , ciekawe co na to Stwórca ; )
Idąc ciut dalej w tekst to nawet zwierzęta kierowane i całkowicie kontrolowane przez te naturalne popędowe siły potrafią tworzyć wieloletnie, monogamiczne, trwałe związki,( ponoć 15 procent gatunków), więc te i kolejne negatywne wyobrażenia i sugestie, dotyczące związków , kobiet itp. to chyba żeby sobie i innym obrzydzać coś ...
itd. itp. długo by wymieniać, bo sporo tego :-)
http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,132751,14372634,Monogamia_lezy_w_ludzkiej_naturze__Nic_bardziej_mylnego.html
"Biologicznie zaprojektowani do rozwiązłości"
- Jądra goryla to 0,018 proc. wagi jego ciała; w przypadku orangutana - 0,048. Tymczasem przeciętny mężczyzna ma jądra, które stanowią 0,079 proc. wagi jego ciała - o 60 proc. więcej niż u orangutana i czterokrotnie więcej niż u goryla - mówi prof. Pawłowski. - A duże jądra służą do wytwarzania dużych porcji nasienia. To zaś może służyć tylko jednemu - zwiększeniu szans zapłodnienia, w przypadku gdy plemniki kilku samców muszą rywalizować ze sobą w drogach rodnych samicy. Bardziej obfity wytrysk oznacza dominację nad nasieniem konkurenta.
Goryle są monogamiczne, utrzymują haremy - nie mają więc potrzeby wytwarzania dużych porcji spermy. Orangutany nie mają tak radykalnych zasad, nie są jednak rozwiązłe jak szympansy. U tych częste, przypadkowe kontakty seksualne to reguła, rywalizacja między plemnikami ma znaczenie, co odbija się na rozmiarach jąder: stanowią 0,269 proc. wagi ciała - ponad trzy razy więcej niż u mężczyzn.
Człowiek plasuje się pośrodku. Jądra mężczyzn są bardziej okazałe niż u goryla, ale przegrywają z szympansimi. Adekwatnie do upodobania do monogamii."
-
ksiądz Maliński o popędzie seksualnym:
Popęd seksualny jest popędem najsilniejszym, najbardziej dynamicznym. Gdybyśmy odjęli go światu, stałby się świat szary, bezbarwny. Wszystkie kolory ziemi, całe bogactwo form - kwietne łąki, motyle, ptaki, zwierzęta tętnią tym wielkim rytmem. W wymiarze człowieka to już nie tylko popęd rozrodczy, dla przetrwania gatunku ludzkiego. Gdybyśmy go odjęli ludziom, staliby się szarą masą bezbarwną, apatyczną, nudną. On wyrywa człowieka z samotności, nieśmiałości, z jego zahamowań, kompleksów, z odosobnienia. On pcha człowieka ku innym ludziom, ku kontaktom z nimi, ku znalezieniu partnera odpowiadającego jego tęsknotom, pragnieniom, wymaganiom, wyobrażeniom. On zmusza do maksymalnej aktywizacji, do koncentracji, do dawania z siebie jak najwięcej pod każdym względem, by zdobyć drugiego człowieka, by zwrócić na siebie uwagę, by zainteresować go sobą, by być wartym pożądania, uznania, szacunku, podziwu, miłości.
Popęd seksualny nie jest osobną warstwą naszej osobowości. Jesteśmy całością, jednością. On znajduje się wszędzie, we wszystkich naszych przeżyciach, we wszystkich naszych działaniach i ich motywacjach. Przybiera najrozmaitsze formy. Czasem trudny do rozszyfrowania, do zidentyfikowania, bo już taki wysublimowany, taki uduchowiony, a przecież wciąż obecny. Jest i w serdeczności, przyjaźni, życzliwości, w najwyższych formach miłości bezinteresownej. Realizuje się w tym najwyższym pięknie ludzkich zachowań, w najdelikatniejszej czułości, miłosierdziu i przebaczaniu.
Możesz mi zarzucić, że za bardzo chwalę pociąg seksualny, że za bardzo podkreślam jest ważność. Fakt, że jesteśmy przyzwyczajeni oceniać go, jeśli nawet nie wprost jako coś złego - to przynajmniej podejrzanego, a już na pewno na dziesiątym miejscu. A ja naraz na wielkich dzwonach, na ukazywaniu jego wartości podstawowej w naszym życiu. Ale przecież jesteśmy takimi z woli Bożej. Tak nas stworzył Pan Bóg.
Popęd seksualny jest obecny od samego początku naszego życia.(...)
http://www.malinski.pl/?inc=read&id=954
-
To zdaje się jest coś podobnego do tej historii o Anastazji, co hasa sobie na golasa po Syberii. Zywi się orzeszkami i co tam znajdzie czystego i veganskiego. Nie bierze do ręki niczego, co stworzone przez człowieka, bo skażone jego myślami.
Miało to prowadzić do oświecenia. Ale... ludzie tak, żyli od tysięcy lat i jakoś oświeconych jak na lekarstwo
-
"Miało to prowadzić do oświecenia. Ale... ludzie tak, żyli od tysięcy lat i jakoś oświeconych jak na lekarstwo"
Oświeconych o których usłyszał świat na pewno. Ale ilu ludzi oświeca się w każdym stuleciu o tym nie wiemy. Nie sądzę, żeby prawdziwie oświecony miał skłonności do nauczania. Raczej żyją sobie i odchodzą bez rozpoznania przez innych.
-
Nie zgadzam się Mirek, no może częściowo tylko masz rację. To co napiszę nie wynika z intelektu a z doświadczen po osiągnięciu pewnego dość tajemniczego Celu Medytacji.
Odmowa udzielania pouczeń wymagałaby zamkniętego serca u takiej Istoty. A przecież nie ma ona zamkniętego serca. Druga możliwość jest tak, że na świecie musiałoby nie być ani jednej osoby godnej bycia pouczaną. Tak źle obecnie nie ma. W Polsce są takie osoby.
Natomiast zgadza się w tym tyle, że taki ktoś nie rozgłasza się na lewo i prawo, nie mieni się "oświeconym, avatarem, Mistrzem, Buddą itp itd" . To tylko formy zbędnej struktury. Nie będzie miał nawet strony w internecie, i nie pozwoli sobie zrobić fotosów. To z powodu czegoś co dość tajemniczo mo zna nazwać "niewłaściwym postrzeganiem" ale też z dbałości o to, żeby nie przychodzili niewłaściwi ludzie czyli tacy co tylko prowokują, a nie mają skrystalizowanej intencji do osiągania celu medytacji.
Za to pozwoli przychodzić wszystkim, którzy mają czystą intencję żeby przynajmniej znacznie się zbliżyć do tego celu. I będzie udzielać odpowiednich wskazówek. NIe polega to na długich wykładach, przekonywaniu i tłumaczeniu. Są tylko krótkie uwagi do konkretnych osób. "Medytuj nad tym", "oczyść to w taki, a taki sposób". Jest to możliwe dzieki dużej sile przekonywania wynikającej z mocy duchowych, w szczególności właściwego rozpoznawania.
Nie wiem na ile znany by się zrobił taki ktoś. Może byłby mało znany. Tak więc akceptuję że mogło być trochę takich co osiągnęli ostatteczny cel i byli mało znani. Ale ich egzystencja nie polegała na siedzeniu i czekaniu aż się skończy energia zabrana na tamto wcielenie. PO prostu z ich inspiracji korzystało niewielu ludzi.
ps z opisów działań różnych bliskich doskonałości ludzi nie ma nikogo, kto by osiągnął to co nazywam Celem Medytacji
-
Ja pamiętam twoją historię o tej oświeconej kobiecie co sobie tylko siedzi i nic nie robi. Może zobaczyłeś ją akurat w takiej sytuacji, gdzie nie miała nic do roboty. Mogą być takie okresy, gdzie nie ma nic do roboty. A może zobaczyłeś tylko jakis aspekt jej egzystencji, taki który byłeś gotowy zobaczyć ze względu na swoje intencje i poziom oczyszczenia karmy
Ale - tak jak powiedziałem - póki są ludzie godni tego, żeby im dawać wskazówki jak iść do przodu póty takie istoty są gotowe te wskazówki udzielać.
-
Kazda odpowiedz moze byc rownie prawdziwa.
Ja zakladam ze prawie oswiecony ma dosc uczniow I nie zaniza sobie wibracji a oswiecony ... nie mam pojecia ;-)
-
do -> Leszek
Poznanie poprzez zmysły jest o wiele szybsze, przyśpiesza w rozwoju myśl, poprzez komasowanie jej w jeden obraz, w którym zawarte jest tysiące informacji, np. krótka myśl: mak (kwiat polny)... Mamy skomasowane w tym słowie informacje rozpoznawalne w sekundach (mak jest czerwony, rośnie na łąkach i w zbożach, jest delikatny, szybko więdnie, delikatnie pachnie, raczej niejadalny ...itd). Mamy pod nim tyle informacji, ile zbierzemy poprzez zmysły połączone z doświadczeniem- wielowymiarowe, żywe obrazy w umyśle. Dłużej zajmie nam rozpisywanie tych informacji, niż samo rozpoznanie.
Ciemne siły skupiły ludzkość na matematyce martwej, sztywnej i przewidywalnej (1+1=2), nastawionej na ZLICZANIE, gromadzenie, ocenianie zawartości, jak również proporcjach dualnych (-1+1= 0). Na bazie wiedzy dualnej można zbudować wiele silnych struktur, sił, które ze sobą wiecznie walczą jako matematyczna nieskończoność->„przyciąganie i odpychanie”, „ zło i dobro” (ten temat jest wyjątkowo ciekawy) „kat i ofiara”, „Jin i Yang”, „czarne i białe”, „judaizm- chrześcijanizm” itd. Żyd wierząc w słowa pięcioksięgu Tory (Stary Testament) mówi: wszystko jest moje, bo tak mi obiecał Bóg. Chrześcijanin pod naporem Nowego Testamentu powie: wszystko mam oddać, abym był zbawiony. Kiedy nastąpi pierwszy konflikt? Wtedy, gdy ten pierwszy zacznie zagarniać, co nie jego, czy wtedy, gdy ten drugi nie będzie chciał oddać? I tak to działa, tak można jeszcze przez miliony lat stwarzać nowe struktury ideologiczne na zasadach skrajności.
Matematyka żywa jest matematyką Boga- nastawiona na TWORZENIE, kreatywna, zabawna, pełna wyobraźni, nieprzewidywalna, inspirująca, gdzie 1+1= 6 lub 7 lub 11, a nawet tysiąc. To matematyka Natury, Wielkiego Stworzenia, gdzie wszystko może być niespodzianką.
Medytujący przypomina swoim uporem malarza, który zamiast w pełni korzystać z poznawczych aspektów poprzez zmysły, cieszyć się w pełni chwilą, uwiecznia w martwocie chwilę, deformując informacje. Np. namalowany, martwy kwiat, nigdy nie będzie wyglądał jak żywy (mimo najdoskonalszych talentów), nie odda zapachu, ruchu, ani żadnych subtelnych dodatków z otoczenia, z którym ten kwiat integruje się w ramach własnego poznania, jako roślina. Malarz straci mnóstwo czasu, aby jak najwierniej oddać wizerunek, gdy w tym czasie wokół tego kwiatu dokonuje się nieustannych ruch energetyczny- w sekundach, minutach. Bączek siądzie, wiatr zawieje, nowy listek pojawi się, trawka się o niego otrze, mysz go obsika itd...itd...nawet nie zauważy, że jakieś dziewczę przechodziło, zerwało kwiat i poszło z nim dalej. Ile wydarzyło się w czasie pracy malarza zdarzeń na obrazie, a ile w czasie przemian w naturze? Ile nauczył się malarz, a ile sam kwiat? Ile może nas nauczyć jeden mały kwiat w stosunku do całej natury?
Medytacja jest opóźnianiem, poznawanie przez zmysły przyspieszaniem.
Idąc tym tropem zaczniemy być uważni, poprzez obserwacje i poznanie zmysłowe, coraz więcej szczegółów będzie nam dochodziło do słowa mak, jako czysta informacja niezakłócona. W jaki prosty sposób będziemy odkrywać, np że pszczoły widzą zerwane połączenia energetyczne w człowieku, że zające i króliki mają radary (a nie uszy) i odcinają otoczenie i człowieka od szkodliwych źródeł elektromagnetycznych i wiele ciekawostek, które z czasem staną się dla nas oczywiste, jak fakt, że pietruszka to nie marchewka, a żółw to nie hipopotam. Miłość objawia się w prawdzie, czyli gołe fakty, nic ukrytego, niejasnego, zaciemnionego, nieznanego, pokrętnego, dwulicowego, obłudnego itp... Choroby w naturze objawiają się gorączką, jeśli jej nie ma, oznacza to tylko obcą ingerencję i na pewno nie jest to ingerencja Boga.
-
Mariusz
Napisałem tylko, że moim zdaniem oświecony nie jest skłonny do nauczania, czyli gromadzenia wokół siebie uczniów. Jestem przekonany, że gdy ktoś jest otwarty to może od takiego oświeconego otrzymać niezłe porady życiowe i rozwojowe.
Co do tej kobiety, którą wspominasz to nigdy nie pisałem, że widziałem ją siedzącą nic nie robiącą. Wręcz przeciwnie, postrzegłem ją jako bardzo aktywną osobę. Do dzisiaj pamiętam te żywe, pałające oczy i brak zainteresowania w nich problemami którymi my żyjemy na co dzień. Trudno to wyjaśnić, bo jakbym napisał, że ciałem istniała w świecie materialnym, a całą resztą w świecie wyższym, to wyglądałoby jakby siedziała nieruchomo w medytacji. Chyba najwłaściwszym byłoby określić, że wyglądała jakby żyła i działała równocześnie w tym świecie i w świecie oświeconych.
-
To jest chyba pomieszanie pomysłów na temat tego co to medytacja. Zmysły mają swoje ograniczenia - i to bardzo znaczące, ciało jest maszyną biochemiczną a zmysły aparaturą pomiarową - która ma bardzo ograniczone możliwości. Skupiając się na samych zmysłach, na poznaniu zmysłowym dostajemy niepełny obraz świata. Ilość informacji o świecie zewnętrznym, materialnym będzie zawsze ograniczona - ilość informacji o swoim świecie wewnętrznym może nie być w żaden sposób ograniczona. Dlatego właściwa medytacja to doświadczanie swojego świata wewnętrznego - również w trakcie obserwacji świata zewnętrznego.
Tu chyba mylona jest analiza obserwowanego świata z medytacyjnym doświadczaniem siebie i świata.
Poza tym nie nazwałbym analitycznego podejścia do świata, ciemnymi siłami. Ono przynosi swoje korzyści, które mogą być pozytywne lub neutralne zależnie od tego jak się je wykorzysta.
-
do -> Fryski
Proszę nie bać się wymienić tych „zagmatwanych idei, ograniczających przekonań i wyobrażeń”.
Popęd seksualny jest jak najbardziej naturalny, ale trzeba umieć rozróżniać pojęcia i związanie z nim cechy, jak i motywy (intencje), gdyż pożądanie nie jest pragnieniem, ani instynktem zwierzęcym, jak i zaczarowanie, oczarowanie (magia miłości) nie jest miłością, to tylko taki brokacik na okoliczność. Pożądanie dąży do samozadowolenia, a pragnienia do stworzenia. Chyba różnica i skala tej różnicy, jest oczywista, jak i to, że jaja są okrągłe, a nie kwadratowe. ;)
{Ogólnie bardzo nie lubię tego obcego nazewnictwa, seks, tak sycząco brzmi, jak z wężowego kłębowiska, ale to jest tylko moja, prywatna zaleto- fobia, o której na razie nie mam potrzeby mówić. ;)}
Co odpowie Stwórca? Nikt nie broni pytać, co On na to, choć On już wieki temu określił się konkretnie, co i jak. Aneksy do „umowy” życia można z nim negocjować tylko indywidualnie, oraz wszelkie rabaty i udogodnienia. ;) Czeka na to całe wieki i nie może na te pytania się doczekać.
Gdy czytam Ciebie, mam wrażenie (a nawet pewność ;)), że w Tobie nadal funkcjonuje nieokreślona opcja (tak byś chciał jedną nogą tu, drugą tam), czy pochodzisz od małpy, czy od Boga, macasz dopiero ten temat, gdzie może będzie wygodniej. Indianie do takich nie zadeklarowanych mówią prosto: „Wy możecie sobie pochodzić od małpy, od wiewiórki, gadzin, a nawet z obcych planet, nam to zupełnie nie przeszkadza, ale my pochodzimy NA PEWNO od Boga”. Skąd zdobyć taką pewność? Ano właśnie. Po długim czasie dodają: "Ale wam przeszkadza, że my pochodzimy od Boga". I tu jest ten zakopany topór. Ziemia- obszarem wolnej woli, wszystko jest możliwe.
Proszę nie porównywać ludzi do zwierząt i nie zachwycać się jajami goryla ;D, to trochę nie niesmaczne, zazdrościć niższej świadomości takich rozrodczych możliwości. Nie chodzi o formy (monogamiczne, poligamiczne, czy inne- są to czynniki pośrednie), ale o cele i istotę nadrzędną-> zwierzęta spółkują tylko po to, aby wydać na świat potomstwo i czynią to w najbardziej dogodnych cyklach, odpowiednich dla ich gatunku. Nie wymyślają Kamsutry, czy innych technik seksualnych, aby się ciągle pobudzać i pobudzać... i tak w koło Macieja, przyśpiewując przy tym „stary niedźwiedź mocno śpi” (tak sobie można tylko zapałki zapalać, a potem nimi dłubać w zębach), gdyż, aby coś niezwykłego powstało w naturze ( w pełni energetycznego, o ogromnym potencjale) potrzeba kumulacji energii, a nie jej rozproszonych resztek. Wygodnie jest ludziom z żaluzjami w oczach, traktować naturę czysto informacyjnie, z pozycji wygodnego fotela, z przyciśniętym nosem do klawiatury. Jaja to nie wszystko, liczy się potencjał i kumulacja. Chyba lepiej wygrać 20 milionów niż 5 tys. przy jednym zakładzie.
Zwierzę (konkretnie samica) nie dopuści do siebie drugiego (samca), aby z nim tylko spółkować, kiedy mu się tylko zechce i uwidzi, ani nie ulegnie jedynie skąpo energetycznym formom zadowolenia, dopuści wtedy, kiedy cykl jest najbardziej dogodny, aby wydać potomstwo. W cyklach niepłodnych prokreacja ich w ogóle nie interesuje, zajmują się tylko doświadczaniem.
-
do- > Witka
Człowiek, który nigdy nie medytował, mógłby się w swoich przekazach pogubić, to się zdarza. Nie przeczę. ;) Umysł nie takie figle czyni. To umył jest ograniczony, jeśli włącza tylko i wyłącznie chłodny rejestr informacji (obrazy, dzięki- sztuki wizualizacyjne- obecne kino, scheda po praEgipcie) i nie korzysta jednocześnie z silnych wspomagaczy biologicznych (zmysły) i jeszcze silniejszych wspomagaczy, które dostarcza mu natura, dla której stworzył przestrzeń miłości i od której otrzymał akceptację na nowe pomysły twórcze. Jeśli nie otrzyma zgody- nie ma o czym dyskutować. Wszystko oddycha razem z nim i dla niego na tej właśnie przestrzeni. Wspólny bioorganizm, który ma potencjał, jaki się medytującemu nie wyśnił w najpiękniejszych snach.
Medytujący nie zdają sobie sprawy z pewnych pułapek, które oferuje medytacja, że im dalej, tym gorzej, otwierają się warianty przestrzenne, w których można się zagubić na całe lata i nigdy umysłem z tego obszaru nie wyjść. Nazwijmy to obszarem Maji, Mary, albo zwyczajnie wprost „Kraina Iluzorycznego Szczęścia”, gdzie nam błogo, bezpiecznie, cudownie, zero trosk, zero emocji, nic tylko się położyć i mieć wszystko gdzieś. Brokat nam się na głowę sypie, taka manna z nieba, jak za czasów Mojżesza, gdy się bawił w czary- mary i z laski drewnianej mu wąż wyszedł ożywiony.
Kraina ta bardzo podobnie wygląda, jak w historii o Odyseuszu i jego podróży, gdy w trakcie jej trwania, piękne syreny zwabiły wędrowca w swoją cudowną krainę, gdzie zapomniał o rodzinie i celu podróży na bardzo, bardzo długo, tak mu było błogo. Ale utknął w pół drogi, zawieszony we własnym celu, zaczarowany śpiewem. I jak to wygląda mniej więcej na planach zmysłowych, rzeczywistych. Taki jakiś tam „Maciuś medytator” ulatuje gdzieś w „kosmos”, a za jego ścianą sąsiad leje żonę, drugi czipuje psa, trzeci wymiotuje, bo go zatruli jakimś świństwem itd...nie będę tworzyć czarnych scenariuszy, a Maciuś w obojętności siedzi, wzrusza ramionami „taka karma”. OBOJĘTNOŚĆ- tylko to zdobył jako naukę. Zapomniał o „SZALONTM SERCU”, które ma inna logikę niż umysł.
Nie rozumiem, po co komu pełny obraz świata, jeśli nie jest w stanie ogarnąć umysłem i sercem własnego i najbliższego otoczenia, świata rodziców, krewnych, przyjaciół, ukochanego psa, kota, chomika na czas rzeczywisty i na obecne chwile.
Nie przypominam sobie, aby w moich treściach był zapis, że sił zła nie można wykorzystać do planów dobra. Można. Tylko na takie podrygi i manewry, trzeba być odpornym na pewne specyficzne warunki i zjawiska, na które bez solidnego przygotowania możemy być narażeni nawet na utratę życia.
Jeśli napiszę, że jesteś w błędzie, co do treści : „Ilość informacji o świecie zewnętrznym, materialnym będzie zawsze ograniczona - ilość informacji o swoim świecie wewnętrznym może nie być w żaden sposób ograniczona” , to chyba się nie obrazisz? ;) Dobrze chociaż, że padło słowo może, czyli u Ciebie jest to czysto hipotetycznie. Powiedzmy otwarcie: jesteś w hipotezie, a nie ze stanowczym „WIEM”, bo sprawdziłem. Uważasz, że Bóg jest tak infantylny, że nie zabezpieczył swojego WIELKIEGO STWORZENIA? Nie przewidział czegoś, o czymś nie wie? Nie wie, kto swoje pazury wsadził w jego dzieło? Nie wiedział, że jego dzieci będą szukać informacji w razie jakiś dramatycznych wydarzeń i jak im najszybciej je dostarczyć? ;D
-
Nie sądzę bym się mylił w stwierdzeniu które napisałem.
Co do reszty - trudno mi dyskutować z aforyzmami również w temacie "co jest zamiarem Boga", ale do konkretów (konkretnie sformułowanych zarzutów) względem medytacji mogę się odnieść.
-
Mirek
Ok
-
Chociaż mam tu pewien niedosyt i nachodzi mnie czasem ochota na to, żeby się wypisać w temacie tego jakie możliwości widziałem przez pewien krótki czas :-)
Generalnie to widziałem, że właściwym sposobem inspirowania byłoby proponowanie medytacji podobnej trochę Zen ale pozbawionej całej buddyjskiej otoczki oraz nauk o pustce i podobnych. Osoby, które wcześniej powinny coś uzdrowić żeby to nie przeszkadzało w medytacji byłyby odpowiednio inspirowane do tego jak to uzdrowić.
Generalnie byłoby to realizowane w miejscu przypominającym sanghę, gdzie medytowałaby mniejsza lub większa grupa osób. Czas potrzebny do osiągnięcia celu medytacji może , przy właściwym prowadzeniu, wynieść na przykład 2 lub 3 dni. Czasem 2 tygodnie. (Zazwyczaj jest to wstępne satori, które wymaga jeszcze poźniejszych instrukcji, które mogą być realizowane we własnym domu). Buddyści i ludzie od Zen niestety robią w tym czasie dużo zamieszania. Obiecują istnienie jakiejś pustki, Buddy i wielu innych rzeczy. Powoduje to dekoncentrację i przynajmniej znacznie odkłada w czasie osiągnięcie celu. Niektórym uniemożliwia.
Czy osoby edytujące w tym miejscu nazywałyby się uczniami? Nie - na pytanie "czy jestem twoim uczniem?" otrzymywałyby od prowadzącego pytanie "kto jest uczniem/kto to jest uczeń? - MEDYTUJ". Podobnie na pytania " czy jesteś Buddą?" byłoby pytanie :" Kto to jest Budda - MEDYTUJ" lub inne adekwatne dla konretnej osoby.
Czyli generalnie nie byłoby tej energii do skupiania wokół siebie "wiecznych uczniów" tylko szybkie i skuteczne inspirowanie a potem wysyłanie w świat na zasadzie "teraz już sam wiesz co masz robić"
-
Generalnie właściwa medytacja prowadząca do osiągnięcia ostatecznego celu medytacji - to medytacja nad Koanem, czyli specjalnym pytaniem.
Na przykład "Cały kot przeszedł przez drzwi. Jednak ogon kota nie przeszedł jeszcze przez drzwi. Dlaczego ogon kota nie przeszedł jeszcze przez drzwi??? " :-))
Wielu osiągnęło odpowiedzi na to pytanie. Ale niewielu osiągnęło ostateczny cel (z inkarnowanych w ciele), w każdym razie nie znam nikogo takiego. Po prostu ugrzęźli na jakimś poziomie i nie pytali dalej.
-
do- > Witka
„Nie sądzę bym się mylił”= to bardzo odważne zdanie, na takie zdanie trzeba mieć moc konkretów i ogrom doświadczeń. Może podzielisz się z innymi, również ze mną choćby małą tego częścią, minimalną jak na początek, choć podświadomość już użyła słowa zaprzeczenia.
A jak ukonkretyzujesz działania szalonego serca lub potężnej energii gniewu czystego serca, tzw: „niezgoda na krzywdę?”. Czym jest dla Ciebie konkret? Podaj parę przykładów. Coś, co trzeba eksta udowadniać, organoleptycznie czy językiem technicznym, czy nie o to chodzi? Ciekawi mnie jak działa język mechaniczny i czy język poetycki (wynikający z rozwoju centrum tarczycy, taki swoisty filtr duszy) łatwo się transformuje na robotykę. Może być to dla mnie nowe doświadczenie. Nie chodzi o zarzuty, aby coś radykalnie zdegradować, lecz o pułapki na drogach duchowych. Nie można biec na oślep, to nawet zdrowy rozum podpowiada nawet tym, którzy nie odczuwają potrzeby rozwoju. Jeśli ktoś nie ma potrzeby lecieć (bo nie jego tempo), ma tylko potrzebę iść na dany czas, to też wszystko w porządku. Nie ma o co drzeć szat, jak to bywało w Biblii, za czasów Babilonu. .:)
Już wiem, że masz awersję do aforyzmów i wiedzy pokoleniowej (rodzaj wyparcia, pomniejszania roli przodków), ale jeden przytoczę, tak po prostu (może inni skorzystają).
„Szalona mądrość Franciszka z Asyżu:
Serce ma własne powody wszystkich reakcji, których umysł nie jest w stanie zrozumieć.
Serce ma własny wymiar istnienia, który jest całkowicie nie widoczny dla umysłu.
Serce jest wyższe i głębsze niż umysł, jest POZA jego zasięgiem.
Wygląda to głupio. Miłość zawsze wygląda głupawo, gdyż miłość nie jest utylitarna.
Umysł jest utylitarny. Wszystko wykorzystuje do czegoś innego: To jest znaczenie utylitarności. Umysł ma jakiś cel, jest nastawiony na dążenie do celu, wszystko zamienia w środki, a miłości nie można zamienić w jakiś środek prowadzący do czegoś innego. Miłość sama w sobie jest celem.
Głupcy mają w sobie wiele subtelnej mądrości, a mądrzy ludzie zachowują się często jak głupcy.”
Oświecenie polega tylko na wyjściu poza centra- tak Budda się zawiesił poza centrami (uwaga mimochodem odnośnie do przeczytanych niektórych wątków na tym forum), tylko ma nastąpić jeszcze trudniejsza droga, powrót do serca i transformacja poprzez nie (a tego Budda już nie uczynił, tylko kto inny)
Chciałam się pożegnać na dzisiaj i życzyć miłej nocy forumowiczom, ale coś jeszcze. Uważasz, że bezdomny brudas, cuchnący jak stado wołów, obsikany po pachy po wczorajszej libacji za śmietnikiem, ma mniejsze szanse na rozwój duchowy, tylko dlatego, że nie medytuje? Zaskoczony byłbyś bardzo, gdyby osiągnął wyższy poziom niż Ty i w o wiele krótszym czasie? A co to są poziomy? Może nie ma żadnych poziomów, tylko jedno szybkie przejście?
do -> Mariusz
"Czy osoby edytujące w tym miejscu nazywałyby się uczniami? Nie - na pytanie "czy jestem twoim uczniem?" otrzymywałyby od prowadzącego pytanie "kto jest uczniem/kto to jest uczeń? - MEDYTUJ". Podobnie na pytania " czy jesteś Buddą?" byłoby pytanie :" Kto to jest Budda - MEDYTUJ" lub inne adekwatne dla konkretnej osoby. "
To takie mi bardzo bliskie jest, z autopsji nawet. ;) Nie ma uczniów, nie ma mistrzów (to jest hierarchia- pycha, być ponad), są tylko okoliczności, które pewne procesy w nas przyspieszają lub spowalniają. Wdzięczniejsza rola to obserwator, jest neutralna. Uważność jest w cenie. Przez nieuwagę można wiele stracić. :))
-
aster
Nie doszukuj się proszę w tym co teraz napiszę złośliwości czy innych negatywnych intencji.
Czytając Twoje posty (nie w całości, bo trochę dla mnie za długie), wyczuwam silne wzorce ucieczki przed oświeceniem, charakterystyczne dla UA. Na pewnym etapie UA niby chcą się oświecić, ale robią wszystko, żeby do tego nie doszło. Kryje się za tymi wzorcami rozczarowanie, że nie udało się "oświecić" po "ichniemu" tzn. uciec z materii, bo właśnie ucieczka z materii na pewnym etapie była głównym celem UA.
-
Każdy ma takie szanse rozwoju duchowego jakie ma intencje do rozwoju duchowego. Nie widzę jaki jest sens w ocenianiu szans rozwoju innych ludzi.
Co do poetyckości - jestem zwolennikiem tego by forma nie przerastała treści, a jeśli się pojawia to po to by jaśniej ją przekazywać. Czyli by chcąc przekazać coś odbiorcy/odbiorcom, mówić ich językiem (czy językiem zrozumiałym dla nich).
-
no i po to trzeba było zakładać nowy wątek?
-
aster
dziękuję za odpowiedź : )
Popęd seksualny jest jak najbardziej naturalny, ale trzeba umieć rozróżniać pojęcia i związanie z nim cechy, jak i motywy (intencje), gdyż pożądanie nie jest pragnieniem, ani instynktem zwierzęcym, jak i zaczarowanie, oczarowanie (magia miłości) nie jest miłością,
z tym się oczywiście zgadzam , nie zgadzałem się z tamtym wstępem w którym na dzień dobry zostało to opisane jako kodowane przez ciemne siły , a drugie związane z tym, że nawet zwierzęta potrafią tworzyć trwałe związki wbrew temu co twierdzisz
przykład z jajami goryla haha był taką ilustracją, że jest to część natury, a nie "ciemnych sił", nie ma w tym zachwytu : ) z mojej strony, ale zwykła akceptacja biologicznych cech różnych gatunków, w tym ludzkiego
odnoszę wrażenie, że masz pewien zakres, który uznajesz za właściwy, a reszta to ciemne siły dla Ciebie, medytacja która prowadzi do spowolnienia procesów umysłu i do zaniku tego co sobie tworzysz w umyśle , podtrzymujesz i wzbudzasz poprzez wrażenia zmysłów + nakładane na to doświadczenia, odczucia i wyobrażenia, jest taką ciemną siłą dla Ciebie, a i to co związane z odzwierzęcymi cechami i materią też jest taką ciemną siłą...
zachowujesz się trochę jak anioł,(albo lepiej jakiś archanioł konstruktor), który utknął tutaj , więc zabawia się w analizy konstrukcji i pragnący powrotu jedynie do tego wąskiego zakresu z którego wyszedł : )
-
w sumie tak sobie uświadomiłem, że problemy archaniołów, które tu upadły i utknęły, są na początek dwojakiego rodzaju, można zobaczyć to na przykładzie archanioła który nie upadł i jego postawa pokazuje im drogę powrotu:
„Najlepiej można uczcić św. Michała Archanioła powściągliwością i pracą, to jest powściągając szczególnie pychę i skłonności zmysłowe, i pracując nad zbawieniem własnym i drugich”
http://www.ktozjakbog.religia.net/component/content/article/692-swieto-archaniolow.html
-
Mirek
------
Niczego nie doszukuję się , ale lenistwa umysłowego nie lubię ;) Działa na mnie, jak płachta na byka, serio, serio...:)))
Szkoda, że nie czytasz całości, traktujesz wybiórczo, szarżujesz- bez urazy, ale wygłupiłeś się tym tekstem. ;) Wg mnie tak nie podchodzi się do tematu, ani do żadnego człowieka- jest to brak estetyki duchowej, niechlujne podejście do człowieka. ;) „Skoro masz uszy, słuchaj, skoro masz oczy, uważnie rozglądaj się; gdy już nauczyłeś się czytać, czytaj od A do Z.”- czucie powinno chodzić w tle ( jak muzyczka w barze, aby konsumenci mogli sobie swobodnie gaworzyć), nie może być stawiane ponad przekazem. Proszę, gdzie człowiek się nie ruszy, tam pycha. Jakbyś przeczytał, miałbyś inne wyczucie, o ile je faktycznie posiadasz. Nie będę pytać i drążyć, czy lepiej czujesz się ze stanem: wyczuwam, czy czuję? Dla mnie jest to nieprawda. Nie wiem, co to jest UA, co ten skrót oznacza, szczerze mówiąc nawet nie ciekawi mnie, ale jak mi go rozkodujesz, to nie obrażę się, powiem nawet dziękuję. Poważnie. ;) Nie znam slangu „warsztatowców”, posługuję się innym językiem, opartym na doświadczeniach samorodnych. Mimochodem zawsze coś się liźnie z otoczenia, człowiek nie żyje w dżungli, zawsze coś się o uszy obije.
Nie poznałeś jeszcze moich doświadczeń, tylko szczątki informacyjne, a z tych szczątek kolejne szczątki, bo lenistwo wzięło górę. Kobiety nie mają takich tendencji do parowania, ulatywania, tylko mężczyźni- kobiety szybciej się ukorzeniają z wielu istotnych względów. To moje osobiste motto po pewnym ważnym doświadczeniu: „Człowiek może mieć głowę w chmurach, ale twardo stąpać po ziemi.” Dlaczego?- bo zaliczy liszaj asfaltowy, ot i wszystko. Nie bierzesz pod uwagę, że ktoś może odejść od medytacji w pełni świadomie, odkrywając fakt, że mogą istnieć inne warianty? Tylko ucieczka istnieje, a nie punkt zwrotny? Po co wspinać się po schodach, skoro jest winda? Wystarczy przycisnąć odpowiedni guzik. Tak, jak napisałam niżej, Oświecenie jest tylko wyjściem poza centra, poza koronę, jest oświeceniem umysłu. Umysł nie jest priorytetem dla Boga, tylko miłosierdzie. Jest jeszcze droga „szalonego serca”, inicjowana działaniami serca, gdzie nie trzeba wracać z umysłu do serca. Jest jeszcze inna, inicjowana przez samą naturę, o czym wspomniałam wcześniej. I jeszcze droga Jezusa, poprzez poświęcenie. A może tylko Ty się ograniczasz do pewnych wariantów, skupiając się za mocno, za intensywnie, na słowie oświecenie? Czasami jedna myśl (jako kluczowe dążenie do czegoś), może przysłonić człowiekowi wszystko. W dalszej naszej dyskusji może się ujawnić (choć wolałabym nie), że niczego nie odczuwasz, a macają Ciebie po nerwach lub neuronach tylko własne myślokształty, urojenia. ;) Znasz się trochę na oczyszczaniu? Jeśli tak, to: co człowiek czuje (nie wyczuwa, czuje = to kolosalna różnica), gdy oczyszcza oczy (nie żadne centrum, tylko konkretny organ) nie zaprogramowany teoriami i wariantami wydarzeń (czysta karta, zero podpowiedzi, zero informacji), aby widzieć rzeczywistość fizyczną, materialną w prawdzie, nie przez pryzmat ducha, który zmuszany jest do ciągłej pracy nad sobą, aby tą prawdę rozpoznać. Masz na tyle odwagi, aby publicznie tę kwestie roztrząsać? :D O mnie się nie martw, nie wycofam się, jak mówię A to jadę do Z.. Poznasz poryw „ognistego smoka” (nie technikę, poryw- technika i robotyka jest tylko w medytacji), poryw szalonego serca, który nie zważa na nic, na żadne reguły, kary, opinie, teorie, czy inne karmiczne wymysły. ;)
I co takiego ciekawego w tym rozwoju ducha jest, oprócz szlifowania jego wad i przekształcania je w zalety? Trzeba się kiedyś ostatecznie zadeklarować, albo kontakt z ułomnym, obciążonym, licznymi niedomogami duchem, albo kontakt z czystą duszą. Wszystkiego nie można chcieć naraz. Jedni wolą grzebać się w brudach ducha (swojej i cudzej karmie- w śmietniku energetycznym), a inni wolą pocałować duszkę prosto w czystą pupkę. Można krócej: <Usiadł w martwocie, zapomniał o życiu, wpatrzył się w ducha, robiąc zamach na duszę.> Prawo wolnej woli działa w Obszarze wolnej woli perfekt. „Po owocach ich poznacie”- kojarzysz to zdanie z czymś specyficznym, znanym , świadomie lub nie?
-
Atlanta
---------
Do mnie to pytanie? Nowy, stary = to jakaś zasadnicza w czym różnica? Nie znam się na starym, jestem nowa. :))))
-
Witek
--------
Kto pyta, nie błądzi. Ja dużo pytam.
Intencje i zainteresowanie duchem- to nie wszystko. Istnieją jednostki, które w ogóle nie zajmują się rozwojem duchowym (nie pochłania im ten temat myśli, są w ciągłym ruchu), a jednak ich duch rozwija się, poprzez kompletny brak zainteresowani nim.
Nie da się mówić czyimś językiem na zawołanie, jest to nawet nie możliwe.
Człowiek autystyczny, nie będzie się dopasowywał do wymogów zdrowego. Urugwajczyk nie nauczy się „w czasie- natychmiast” polskiego. Wolna myśl nie zrozumie szybszej bez translatora. Pewnych aspektów trzeba się domyślać, z poprawnością lub szerokim zakresem błędów.
-
aster
Masz dziwaczne pomysły na temat medytacji. Może słusznie krytykujesz COŚ, co Ci przedstawiono jako medytację. Jednak MEDYTACJA to coś zupełnie innego, niż Ci się wydaje :)
-
Frisky
------
„ I duch ruszył do boju, a rozum nie”. Mnie się to podoba. Z rozumem zawsze mogę pogadać, ale z duchem nie. Okazje takie należy docenić i szanować.
Trochę się zbuntowałeś, ale zreflektowałeś. Umysł w uważności swej wiedziałby, że od początku mówię o popędzie seksualnym (dążeniem, motywacją, impulsem), do którego zalicza się pożądanie i błogość. Tutaj mam na Ciebie haczyk rybko, od początku jest mowa o popędzie. Nie wspomniałam tylko o innych rodzajach tego popędu: ekstaza, instynkt, pragnienie, obcowanie itd... Każdy popęd ma za lont inną motywację i inny wynik się rodzi. W moim tekście na pniu poszły dwa kluczowe, popęd boży i nie boży, reszta jest między- między, buja się tak jak Ty, między Bogiem, a Darwinem (który chciał mieć duże jaja, a miał małe).:D Popęd to nie tylko genitalia, ale również procesy myślowe, motoryka ciała. Bez popędu nie wstalibyśmy nawet z łóżka.
Fajnie, że akceptujesz biologiczne cechy gatunków, mnie się też podobają ogromne jaja goryli. ;D Są dorodne, jak zadek Danuśki z „Krzyżaków” i miło na nie popatrzeć, na pewno nie ma na nich pazurów ciemnych sił.
Niektóre zwierzęta korzystają z monogamiczności, bo korzystają z cyklu błogości, Bóg nie zarezerwował tego stanu wyłącznie dla ludzi, niższe formy też mogą się rozwijać, telepatycznie porozumiewać się z człowiekiem lub podążyć za jego myślą. Widziałeś gruchające z miłości do siebie myszy (gruchające, nie piszczące)? Człowiek jest taki felerny, że gdy chce dotrzymać danego słowa (w obietnicy) w istotnych życiowych kwestiach, zazwyczaj go nie dotrzymuje, tłumacząc się ludzką słabością, albo karma mu przeszkodziła, albo wymyśli byle co. Zatem jak to się dzieje, że gdy zwierzę (niby prymitywniejsze, tak człowiek uważa) złoży obietnicę, zrobi to, uzna to za cel i pokieruje tam wysiłki. Jeśli psi szczeniak obieca, że będzie najszybciej biegał ze swojego gatunku, jak Forest Gump, to będzie ku temu dążył, zrobi to. Gdy obdarty z piór gołąb, z wyrwanym ogonem, z połamanymi nogami obieca w stanie agonalnym, że będzie latał jak anioł, mało tego stanie się przewodnikiem stada, zrobi to. Takie obietnice następują rzadko, ale jak już padną, nie ma odwrotu. Zwierzę nigdy się z niej nie wycofa, spełni zadanie. Żadna karma i inne bzdety mu w tym nie przeszkodzą. To nie jest teoria, to się zdarzyło naprawdę i ja czynię temu świadectwo, jako główny świadek. Podobnych świadectw mogę wystawić sporo.
Starasz się ogarnąć moją pierwszą treść, ale jeszcze masz z nią problem- to, co pisałam prostym językiem, skomplikowałeś sobie sam. Nie wiem, po co, ale niektórzy tak lubią, potrudzić się dodatkowo. Potrudzę się razem z Tobą, choć wolałabym nie.
Nie można karmić się wyłącznie teoriami, prać w jednej pralce prawdy i kłamstwa, udawać, że wszystko jest czyste, że kłamstwa zmieniły się w prawdy. Wybielanie nic nie da, pierwotna tożsamość i rola kłamstwa pozostaje nadal taka sama. Motyl też z pewnością by nie chciał, aby nazwano go biedronką lub ślimakiem. Tożsamość ma się jedną.
Pies ma 4 łapy = prawda, ptak lata = prawda, sosna jest zielona = prawda itd...(o ile te prawdy nie uległy wypadkowi, pies może stracić łapę, ptak złamać skrzydło, sosna uschnąć)
Nie tylko ja mam pewien zakres, który uznawany jest za właściwy, tylko mamy go wszyscy. Jeden człowiek nie zobaczy, że pies ma 4 łapy, drugi, że trzy, a trzeci, że dwie. Wszyscy zobaczą to samo, że 4. Jeśli ktoś będzie wmawiał innym, że pies nie ma nóg, albo ma ich siedem, to oznaka, że z jego widzeniem jest coś „nie halo” i widzi nieprawdę.
Medytacja nie prowadzi do zaniku, ani nie spowalnia procesów umysłu (tego nie napisałam), niczego nie zmieni zasadniczo. Umysł będzie stale produkował tę samą prędkość myśli, ale w obliczu innego ruchu energetycznego spowalnia rozwój. Prędkość myśli ma znaczenia, bo każdą myśl można rozbić jak bańkę mydlaną, jeśli szybka myśl uderzy w wolną. Medytacja nie jest ochronną sferą, gdzie myśli nie istnieją, czy obrazy. Obraz to zbiór myśli. W każdą medytację może wejść ktoś inny, kto ma przewagę w prędkości myśli. Medytujący tego nie rozumie, jego myśl jest zbyt wolna.
Na resztę treści odpowiem później, zwłaszcza dot. "Majkela" :) Z mitologi to mój ulubieniec, znamy się trochę.
-
Leszek
-----
Uuuu...wydaje mi się. :D
Tak to każdy może powiedzieć. Zatem, proszę przedstawić z imienia te dziwne pomysły i czym jest medytacja, oprócz tego, że jest tylko medytacją i niczym więcej być nie może. Co oznacza konkretnie: „coś zupełnie innego, niż Ci się wydaje”- słowo „wydaje się” jest bardzo nie w porządku, jeśli kogoś się nie zna, bo mogę odbić w drugą stronę piłeczkę, że wszystkim medytującym wydaje się, że cos tam się rozwijają, a to jest zwykły kit z obcej satelity. :))))
-
aster
Piszesz na forum gdzie są osoby medytujące i wypowiadasz się na temat medytacji. Ja podzielam zdanie Leszka że to o czym piszesz trudno medytacją nazwać, jakkolwiek ktoś mógł tak to określić, ale jak przynajmniej na tym forum lokalnie widać, to co nazywasz medytacją (i czego opisujesz skutki) jest czymś innym niż medytacja - dla samych osób praktykujących medytację. No chyba że kierujesz twoje wypowiedzi na temat medytacji do niewłaściwych odbiorców - miast osób które rzeczywiście medytują w sposób który opisujesz, czy który przedstawiasz.
-
Witek
------
To nie jest odpowiedź w konkretach (które preferujesz), to odpowiedź wymijająca, znana metoda, tzw. „zamykanie ust”. W energii się tego nie robi, to jest zakazane. Nie mam pojęcia, czy tutaj są same medytujące osoby, czy też, przecież nie będę się pytać po kolei każdego, czy tak jest. Nie każdy medytuje rozwijając się, jest takich ludzi sporo- ja nie medytuję, jak i wielu innych też (choć w przeszłości otarłam się o tę drogę mocno). Moje treści nie są o medytacji, tylko innych wariantach szybko rozwijających, medytacja jest tylko ubocznym odnośnikiem. Jeśli ktoś moje treści uważa za opisy medytacyjne, to ma duże problemy z czytaniem ze zrozumieniem lub nie czyta treści wcale, albo wybiórczo z lenistwa, tak jak przemiły Mirek. Bez podania jednego przykładu chociaż, Twoja wypowiedź jest niewiele warta, bo nic nie zawiera, oprócz stwierdzenia, że „Ja wiem, jak wygląda medytacja, a Ty nie”. Jeśli pytam, co to jest ta dziwność pomysłów, niech ktoś nazwie po imieniu, wprost = to nie potrafi opowiedzieć, odsyła mnie do jakich odnośników „WY- dziwaczni”, MY- nie dziwaczni”, a konkretów stan zero. To jest pomniejszanie kogoś, podważanie czyjeś wiedzy o medytacjach w teorii i praktyce.
-
Ja wiem jak wygląda medytacja - moja :) Z punktu widzenia kogoś kto medytuje. Jeśli chodzi o dziwaczność pomysłów, mam wrażenie że wszystko co napisałaś o medytacji, to jakby było nie o medytacji a o jakiejś praktyce z którą widocznie nie tylko ja (jeśli wziąć pod uwagę wypowiedzi innych też) nie miałem kontaktu a zajmuję się praktyką medytacyjną już dość sporo lat. Więc mówiąc po imieniu - w całości o jakiejś nieznanej mi przynajmniej, praktyce medytacyjnej piszesz :) Zdaję sobie sprawę że nie piszesz tylko o medytacji, jakkolwiek ja poruszam ze swojej strony tę kwestię która padła w twoich wypowiedziach.
Medytuję i w życiu do takich wniosków na temat medytacji nie doszedłem. I na tej bazie wnioskuję, że to o czymś innym niż medytacja jest wypowiedź.
-
aster
1. w sumie pisząc o spowalnianiu myśli, miałem na myśli : ) ich zanik, nawet najszybsza myśl jest tylko myślą, która w końcu zaniknie, więc medytacja, nawet rozumiana jako jednoupunktowienie, nie jest związana z rozwojem umysłu, raczej przyspiesza jego zanik
2. co do równań prawdy to jak znowu zaczniesz widzieć w uszach zająca uszy ( uszy zająca= uszy= prawda), to uwierzę, że z twoim widzeniem wszystko "jest halo" i nie nakładasz na to dziwnych wyobrażeń i objawień
3. pozostaje kwestia tekstu o haczyku : ) i obietnicach, akurat od kilku-nastu czy nawet -dziesięciu dni wyskakują mi ograniczające mnie zobowiązania, obietnice i umowy z przeszłości, m. in. uzależniające mnie od różnych archaniołów, powoli się od nich uwalniam jako zbędnych, ciekaw jestem jaką radę dałabyś mi jak skutecznie i trwale uwalniać się od takich uzależnień?
4. jak dla mnie temat jest w sumie wyczerpany, bo dopóki jest skłonność do popisywania się/bycia podziwianym, czyli pycha i przywiązanie/odurzenie zmysłowością, chyba nie ma szans na wyjście stąd?
raczej nic więcej w temacie się nie wymyśli, niezależnie od polotu/szybkości myśli, ani gęstości materii : )
5. fajnie, że się tu pojawiłaś
6. widzę, że się zreflektowałaś i zaprzestałaś generowania nieprzytomnych tekstów o ciemnej sile i weszłaś jakby na inny poziom rozważań haha
7. oświecenie to 100% kontrola umysłu
-
Frisky
-------
do poprzednich wątków uwagi
Kultury ludzkie od zawsze szukają sposobów na rozwój duchowy. Indianie mają swoje „inne stany świadomości” poprzez ziółka, wyspiarze swoje woo- doo, Wschód wymyślił medytacje, Słowianie swoje metody z borów, Afryka swoje wodne duchy pustyni...itd... Budda sam stwierdził, że za dużo stracił czasu w medytacji, jak go oświeciło, mógł krócej. Z przystojnego faceta zrobił się grubasek, zapomniał o formie, jadł, pił, używał do woli, nadrabiał stracone lata ze swojej samotni. Współcześni medytatorzy są jedną nogą w realiach, drugą nogą „tam- czyli gdzie?” Ktoś potrafi jasno określić, gdzie? Dziedzictwo pokoleniowej wiedzy czemuś służy, odcinanie się od tego grubą krechą jest dla mnie złą metodą na wyjście.
Cytat o Archaniele Michale można rozwinąć wielowątkowo, ale ja nie bardzo ufam blogom i ich kopiowanym, transformowanym, zniekształconym informacjom nie wiadomo z jakich innych blogów. Mnie interesuje źródło- Biblia lub starodruki. Archanioł Michał nie posiada ziemskiego widzenia, nie posiada zmysłów, nie posiada duszy, jego się nie czci, jak bożka. Konstruktor „Majkel” długo gościł u mnie, jak stary znajomy, który zapomniał, gdzie położył buty do wyjścia. :D
Źródła są ważne, tylko w Polsce było ok. 40 przekładów Biblii. Czy są to te same Biblie, słowo w słowo? Absolutnie nie. Najbliższe oryginałom są Biblie protestanckie. Jak już gmerać w informacjach, to tylko tam.
-
Frisky
-------
1. A co z myślami, które zmieniają się w materię (twór) lub proces zmian (transformacja myśli)? Po co myśl ma zanikać, skoro ma tworzyć? Medytacja jest jedynym alternatywnym sposobem na zanik umysłu?
2. Nie nakładam na uszy zająca kapelusza i nie wmawiam innym, że to jego peruka. :D Widzę jego uszy.
3. Z obietnicami ciężka sprawa jest. Obietnice nabierają mocy. Z obserwacji wynika, że są motorem do działań. Jeśli nie było działania, obietnica stanęła w punkcie: „deklaracja”, z którą się nic nie zrobiło, pomniejszyło się jej rangę. Jak zatrzymać działanie, które w połowie osiągnęło cel? Wrócę do przykładu z gołębiem. Gołąb obiecał, że włączy u siebie proces samo uzdrawiania, włącza go i w połowie drogi stwierdza, że go wyłącza, czyli: jest na wpół zdrowy, wpół chory, doszedł do punktu kuśtykania, latać nie będzie. Nie przekonują mnie teorie o archontach, zbuntowanych i nie zbuntowanych konstruktorach, myślę, że „za kotarą” jest jeszcze coś innego. Obietnice są małe i duże. Za małe można zwyczajnie przeprosić, gdy się ich nie spełniło. Za dużymi nie wiem, jakie tak naprawdę kryją się możliwości. W moich/ na moich rękach i na moich piersiach odchodziło dużo zwierząt. Tworzy się wtedy specyficzna, silna więź. Mogę opowiedzieć pewną historię.
Mały królik (etap dziecka) dostał gangreny tylnich łap. Stado wiedziało dużo wcześniej, że to nastąpi, niż ja- nie widziałam oznak, one widziały. Matka nie chciała (nie mogła?) zagryźć go, więc chciała to uczynić siostra matki. Nie pozwoliłam na to, nie rozumiejąc, że one już wiedzą. Po dwóch tyg. pojawiła się gangrena. Postępowała bardzo szybko. Poczułam się podle, że ingerowałam w coś, czego nie rozumiałam. Widziałam jak mu ciężko, jak choroba się rozwija i w jaki sposób ją akceptuje, nie walcząc z nią. Osiągnął moment, że poruszał tylko na dwóch przednich łapach, ciągnąc wysuszone kikuty tylnich z sobą. Wypracował sobie metodę poruszania, nie skakał na przednich, jak to robiły króliki zdrowe, tylko przebierał łapami jak pies. Bardzo szybko tą metoda się poruszał. Gdy przestał jeść, było wiadomo, że zbliża się jego czas odejścia i nastąpi to w okolicach trzech dni. Gdy nadeszła pora, leżał na moich piersiach niezdecydowany. Podjęłam z nim dialog typu: „Kubuś, zdecyduj się, tu, albo tam, bo nie wiem, jak pomóc. Czy pomóc odejść, czy pomóc tutaj trwać, pomimo, że powinieneś odejść”. To był wspaniały dialog, uczestniczył w nim ruchami głowy „tak- nie (tylko to „nie”, nie było typowym „nie”, tylko stanem zawieszenia, brakiem decyzji. Nie pierwszy raz spotykam się z tym, że zwierzę przed samym odejściem rozumie każde nasze słowo i żywo na nie reaguje. Zdecydował się w sekundzie i w sekundzie odszedł, bez spazmu, po danej mi obietnicy, którą spełnił niemal od razu po odejściu. To, że ją spełnił wyraził w sposób całkowicie widoczny. Jego ciało, gdy stygło, ulegało zmianie. Jego kikuty, które wyglądały jak suche patyki drzew, wypełniły się ciałem, z pozycji tylnej przesunęły się do pozycji przedniej, tak jakby stan gangreny nigdy go nie dotyczył. Nie wiem, co masz zrobić ze swoimi obietnicami, nie wiem, jakiej są rangi.
Mnie opowieści o aniołach jakoś specjalnie nie ruszały. Znam ich sporo, ale tylko z imienia i opowieści o nich. Traktuje je jako jakieś tam historyjki. Oprócz „Majkela”.;) Ja go zwyczajnie z czasem pomniejszyłam, jego rangę i rolę. Nie czułam, abym była z nim związana obietnicą, raczej była to chęć poznania go bliżej. To on miał się zbliżyć do mnie, a nie ja do niego. Miał zejść z piedestału. Michał nie ma wolnej woli, a ja owszem. Uzależnienie- to uzależnienie- tak jak palenie. Najlepiej rzucić i zapomnieć, że papierosy istnieją.
4. Nie będziemy się czarować, tak dokładnie jest. Prędkość myśli to nie wyjście, tylko ułatwienie w realizacji pomysłów.
5. To się okaże w praniu, twój optymizm może ulec zmianie. Nie mów, że już tęsknisz za mną. ;)
6. Trzeba czasami coś wygenerować, aby sprawdzić odporność swoją i innych. Rasputin też aplikował sobie małe dawki trucizny, przez co nabywał odporności na nie. Podobnie bakterie, jak się ich unika, to odporności niewiele. Nie widzę problemu, zwłaszcza, że nie wyglądasz na wystraszonego po moim „wejściu smoka”, nawet dużymi jajami mnie poczęstowałeś. ;)
7. I dobra, niech będzie nawet 1000 %, ale serce to nie umysł. Swoje klimaty pompuje tak, czy siak. :P
-
Witek
------
O! I to jest odpowiedź. Dziękuję. :)
-
aster
mam wrażenie, że o coś (a może z kimś) tu walczysz, tylko nie wiem o co haha, może zastępczo o coś/z kimś, co/kto jest poza tym forum,
czy nie lepiej byłoby tutaj prosto/wprost to wyrazić?
więc jeśli już za czymś miałbym tęsknić, to za prostotą i szczerością ; )
- ale spoko, czuj się swobodnie, z mojej strony masz bezwarunkową akceptację, radość i wdzięczność : ))
-
Frisky
-------
Wiem, że moje żarty i treści sprawiają takie wrażenie. Masz prawo tak myśleć. Będąc po drugiej stronie siebie, napisałabym to samo, co TY, ale jestem po tej, co jestem. Może nie pierwszej stronie, tej wzorcowo poprawnej, ale np. trzeciej.
Myślę, że wszystko nie kręci się wokół wzorca „Wojna i pokój” (walka jest złem, stan bez walki dobrem), tylko wokół inspiracji. Natura akceptuje śmiałe pomysły, nawet kosztem czegoś, np. lekkiego niedostrojenia, takiego wyjątku w regule. Może jestem w inspiracji i szukam do niej rozwiązań.
-
aster
--
w takim razie, jeśli można spytać, bo ciekawi mnie to, do czego potrzebujesz tych, w taki sposób pozyskiwanych, inspiracji? : )
--------
-
tak jeszcze w poszukiwaniu inspiracji i mitycznej trzeciej strony (księżyca?) : ) dopłynąłem póki co do trzeciej części, takich oryginalnych schodów do nieba :
http://www.youtube.com/watch?v=2h2fdZ6XpR8
-
Nie przekonuje mnie płaskość świata, wzorzec „Wojna i pokój”- dla mnie jest to okrąg (jak Jin i Yang). Jest skupieniem, dążeniem do środka. To inspiracja jest dla mnie spiralą, życiem.
Byłam w środku na przestrzeni czasu (inkarnacja indiańska), długo szukałam mojego wielkiego marzenia. Wróciłam bez odporności na rany. Każdy mógł mnie ranić. Zdobyłam środek, ale nie zdobyłam szalonego serca, wielkiego inspiratora. Od nowa mam zrozumieć sens cierpienia i miłosierdzia. Bycie po środku nie jest złe, ale brak w nim inspiracji do wielkich zmian. Nie wiem ile mam czasu, może już niewiele. Inspiracje są mi potrzebne, aby przez naturę spełnić swoje marzenie. Chcę zdążyć przed końcem czasu. Dlatego poruszam „kijem w mrowisku”, ruszam energie, pobudzam je do inspiracji, do środka zawsze mogą wrócić.
Ciekawe (ten link), szkoda, ze głośniki mi nie działają. Jakoś zapominam o tym, żeby je wymienić. :)
-
Nie wiem ile mam czasu, może już niewiele. Inspiracje są mi potrzebne, aby przez naturę spełnić swoje marzenie. Chcę zdążyć przed końcem czasu
.
Walka z czasem należy do najtrudniejszych :-)
Faktycznie masz nóż na gardle czy tylko w ten sposób się dopingujesz do realizacji swoich marzeń/wielkich zmian?
-
Daję radę z tym czasem, choć są chwile słabości. :D
Doping stanowczo- choć nóż na gardle trzyma kto inny i nie z tego powodu właśnie. Obawiam się, że mogę tego ostrza nie powstrzymać...i to nie jest żart.
Nawet jak nie zdążę, wrócę- o i ile będzie po co. Jeśli natura będzie na granicy klęski, nie będzie po co. Moje marzenie jest nie wyszlifowanym diamentem. Mogę go obrobić w innych warunkach, w przestrzeni alternatywnej, np. tam gdzie jest Kubuś (ten co miał gangrenę), jest moim przejściem.